wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 11

Dobra dziś się nie będę rozpisywać, więc po prostu zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Leo*
Otworzyłem powoli oczy. Oślepiło mnie światło i nagle usłyszałem ten głos.
-Jak się pan czuje?
-Bywało lepiej, co się stało?
-Miał pan wypadek, później operację i zapadł pan w śpiączkę.
-Na długo?
-Nie, właściwie na pół dnia i całą noc.
-Czy była tu moja narzeczona?
-Pani Miu Smith? 
-Tak.
-Tak była tu. Przed chwilą do niej zadzwoniłem i powiadomiłem, że się pan właśnie wybudził.
-Dziękuje bardzo.
Lekko się uśmiechnąłem i chciałem usiąść, ale sprawiało mi to ogromny ból. W końcu się udało.
-Siadanie może panu na razie sprawiać ból, ponieważ ma pan jeszcze świeżą ranę na brzuchu, ale z czasem będzie coraz lepiej.
-Rozumiem.
Nagle sobie przypomniałem, że dziś graliśmy mecz z Realem Madryt i zapytałem lekarza.
-Przepraszam bardzo, nie wie pan może jak dzisiejszy mecz?
-Fc Barcelona wygrała 3:1 po bramkach Gerarda Pique, Daniego Alvesa i Marca Bartry.
-To dobrze to znaczy, że wygraliśmy Puchar Króla.
-Tak.
Właśnie w tej chwili do sali weszła moja ukochana, która się szeroko uśmiechnęła na mój widok. Podbiegła do mnie i mnie przytuliła.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się o ciebie bałam-powiedziała.
Podniosłem lekko jej podbródek i spojrzałem jej głęboko w oczy. Chciałem ją pocałować, ale przeszkodził mi w tym lekarz.
-W takim razie zostawię państwa samych, a panią zapraszam później na badania.
Miu i lekarz spojrzeli na siebie porozumiewawczo. O co mogło chodzić, jakie badania?
-Kochanie o jakie badania chodzi?
-Dowiesz się w swoim czasie, tak bardzo się martwiłam.
W tym momencie znów pragnąłem poczuć smak jej ust. Zbliżyłem swoją twarz do jej i w tym momencie dzieliły nas tylko centymetry. Czy było mi dane ją pocałować? Oczywiście, że nie. Tym razem do mojej sali wkroczyła cała FCB z Gerardem i Danim na czele, którzy trzymali puchar. 
-No panie Messi. Nigdy więcej nie rób nam takiego stracha, a tu masz puchar, który wygraliśmy dla ciebie-powiedział szczęśliwy i dumny zarazem Gerard.
Podziękowałem chłopakom i oczywiście im pogratulowałem.
-Powiedziałaś mu już?-zapytał Gerard Miu.
-Jeszcze nie-odpowiedziała.
Spojrzałem na nich pytająco, ale właśnie w tym momencie Shaki zaczęła uciszać wszystkich.
-Proszę o ciszę, Miu chce coś powiedzieć-powiedziała Kolumbijka.
Miu wstała i podeszła do mnie, wzięła moją dłoń i położyła ją lekko sobie na brzuchu.
-Na prawdę?-zapytałem i uśmiechnąłem się szeroko.
-Tak-odpowiedziała.
Co ja mogłem zrobić? Zacząłem krzyczeć z chłopakami i radości nie było końca. Nagle usłyszałem Alvesa.
-Cisza, chwila. Chciałbym coś powiedzieć. Leo gratuluję ci, ale jest jeszcze coś. Mam do ciebie jedno pytanie.
-Jakie?
-Czy ty nawet poza boiskiem musisz bramki strzelać?-zapytał Dani z poważną miną.
Wszyscy zaczęli się śmiać po tym co powiedział nasz "tancerz". Przytuliłem do siebie mocno Miu i wyszeptałem jej na ucho.
-Kocham Was.
Po tych słowach dotknąłem jej brzucha na co ona się zaśmiała i pocałowała mnie w policzek ze słowami
-Kochany wariat.
Świętowaliśmy zwycięstwo Barcy i to, że zostanę ojcem z dobre 2 godziny. Pierwszy raz świętujemy coś takiego z chłopakami w szpitalu i bez alkoholu. I właśnie teraz wszedł do nas lekarz, a właściwie do mnie i powiedział
-No dobrze. Rozumiem, że jesteście szczęśliwi ale niestety musicie już wyjść. Pan Messi może ze szpitala wyjść już jutro, a dziś niech jeszcze odpocznie. 
Chłopaki po tych słowach się ze mną pożegnali i wyszli. Miu, Shaki i Ari też już poszły. Chodź moja ukochana chciała zostać, ale nalegałem aby odpoczęła. Położyłem się i próbowałem zasnąć. Nie udało mi się. Nic nie pamiętam z wypadku. Wiem tylko tyle, że pojutrze ja i Miu mamy wstawić się na rozprawę sądową. Podejrzewam, że wtedy poznam sprawcę mojego wypadku. Muszę przestać o tym myśleć. Obok na szafce zauważyłem tableta, którego chłopaki mi przynieśli żebym się nie nudził. Obejrzałem powtórkę meczu i prawie uroniłem łzy na widok koszulek, które mieli chłopaki. Mecz się skończył, a ja nadal nie byłem senny. Postanowiłem wejść na fb. Tam znalazłem gifa Waveya. Nie był to byle jaki gif, na nim była moja ukochana.
Była taka uśmiechnięta. Taniec na prawdę sprawia jej wiele radości. Nie mogłem w to uwierzyć, że jest moja i wo to, że będziemy mieć dziecko. Zdałem sobie sprawę z tego, że staniemy się szczęśliwą rodzinką tak jak Gerard, Shakira i Milan. Z tymi rozmyślaniami zasnąłem.
Dzisiaj to już na prawdę beznadziejny rozdział. Następny tak jak zawsze jutro. Od razu ostrzegam postaram się aby następny był bardziej z perspektywy Ari i Daniego. No to co? Do następnego i Komentować ;)


2 komentarze:

  1. Jaki beznadziejny? Jest najlepszy! Nie wiem od czego, zacząć, co napisać. Po prostu cud malina. Słodko, swietnie i genialnie. Z niecierpliwością czekam na następny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Leo się wybudził, więc jak mógłby być to beznadziejny rozdział? Jest wspaniały! :) Czekam z niecierpliwością na następny.

    OdpowiedzUsuń