sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 15

Ten blog miał mieć 15 rozdziałów + epilog, jednak będę pisała go dalej. Po pierwsze nie potrafię się z nim tak łatwo rozstać, a po drugie mam na niego wciąż pomysły. Ile będę jeszcze go pisała? Nie wiem. Na pewno tak długo aż skończą mi się na niego pomysły. Rozdziały wstawiałam codziennie, ponieważ miałam ferie zimowe i wolne od szkoły. Jak będzie kiedy wrócę do szkoły? Tego też nie wiem, ale jedno jest pewne bloga będę prowadziła dalej. A teraz zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
Właśnie jedziemy do naszego domu. Jesteśmy już w Barcelonie. Dokładnie jest godzina 17:30, powrót planowaliśmy na 18. Co oznacza, że wrócimy do domu wcześniej o całe pół godziny. W samolocie jak zwykle spałam, więc teraz nie jestem senna nawet po podróży. Leo też raczej nie. Mieliśmy w planach jechać do Shaki i Geriego, ale najpierw pojedziemy do domu z torbami i może coś przekąsić.
-Halo kochanie. Wysiadamy już jesteśmy pod domem-pomachał mi dłonią przed twarzą Lio.
-Przepraszam zamyśliłam się.
-A nad czym tak rozmyślałaś?
-A tak ogólnie nad naszymi przyjaciółmi.
-Wiesz myślisz, że oni coś planują?-zapytał.
-Nie wiem, ale nie dzwonili, nie pisali. Może zapomnieli, że dzisiaj wracamy.
-O tym na pewno by nie zapomnieli.
Wysiedliśmy z samochodu i Leo wziął torby. Kiedy dotarliśmy do drzwi, Leo je szybko otworzył i po chwili byliśmy już w środku. Wszędzie panowała ciemność. Weszliśmy do salonu i....
-Niespodzianka!!!-wykrzyczeli nasi przyjaciele.
Tego się kompletnie nie spodziewałam. Wiedziałam, że coś mogą planować ale taką imprezę? Przywitałam się ze wszystkimi i już po chwili w domu rozbrzmiewała muzyka i wszyscy zaczęli imprezować. Nawet trener dziś bawił się z nami. Musiałam chwilę odetchnąć świeżym powietrzem, więc wyszłam na balkon. 
-Hej, a ty chodź do nas-usłyszałam głos Shaki.
-Za chwilę, chciałam pooddychać świeżym powietrzem.
-Ok to posiedzimy tu razem-szeroko się uśmiechnęła.
-Shaki, a masz już prezent dla Geriego?
-Tak-odpowiedziała dumnie, moja przyjaciółka.
-A co takiego?
-To będzie ogromny obraz z tymi zdjęciami co ci pokazywałam.
-Ojej świetny pomysł-przytuliłam ją.
-Hej wszędzie was szukamy, chodźcie do nas-zawołał już troszeczkę podpity Rakitić.
Weszłyśmy do środka i znów zaczęło się imprezowanie z tymi "wariatami". Z nimi nie można się nudzić. Cieszę się, że ich poznałam, a zwłaszcza Leo. 
-Mogę prosić do tańca?-zapytał mój ukochany.
-Zawsze.
Po chwili tańczyliśmy już do siebie wtuleni, jednak nie na długo. Chłopaki wymyślili zawody trochę dziwne, ale co u nich jest normalne? Polegały one na tym, aby każdy po kolei ogłosił jakieś najlepsze wspomnienie związane z naszym towarzystwem. Nie wiem dokładnie za co karano, ale wiem że karą było wrzucenie do basenu. Jako pierwszy został wylosowany nie kto inny jak trener Blaugrany. Chwilę się zastanowił po czym podszedł do mikrofonu i przemówił.
-Hmm... najlepsze wspomnienie z wami. To trudne. Wszystkie chwile z FCB są najlepszymi wspomnieniami. Codziennie zaskakujecie mnie swoimi dziwnymi pomysłami. Czasami są one na prawdę zwariowane zwłaszcza kiedy Gerard kradnie spodnie Alvesowi, lub jak Leo i Ney kradną buty innym. Myślę, że najlepsze wspomnienie z wami to lot samolotem, gdzie po wygranym meczu upiliście się jak nastolatki. Wszędzie was było pełno w samolocie. Śpiewaliście i tańczyliście (nawet jeśli było mało miejsca). Nigdy nie zapomnę jak wtedy upity Gerard myślał, że jest na koncercie swojej żony i zaczął się drzeć Shakira! Shakira! Kochanie! i przytulać fotel. To było na prawdę świetne.
Kiedy zakończył oddał mikrofon następnemu. Kto się nim okazał? Nie kto inny jak nasz szalony Alves. Zaczął swoją przemowę.
-To w ogóle jakieś wspomnienie z wami nie jest najlepsze? Wszystkie są najlepsze. Jesteśmy jedną wielką rodziną i wierzę w to, że za parę lat jak będziemy mieli wszyscy swoje rodziny to i tak spotkamy się na Camp Nou i będziemy tak samo szczęśliwi jak teraz. Visca el Barca! One Big Family! 
Zawołał i tak na tej zabawie zleciała reszta imprezy. W końcu się okazało, że każdy chociaż raz wylądował w basenie. Najwięcej razy lądował w nim Gerard.
*Następny dzień, Leo*
Wstałem i od razu złapałem się za głowę. Spojrzałem na zegar i przypomniałem sobie o dzisiejszym treningu. W sumie nie musiałem się śpieszyć, bo Enrique też był na imprezie. Więc na pewno nas zrozumie, ale z drugiej strony on nie pił za wiele. Niechętnie podreptałem do łazienki i wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zszedłem na dół, gdzie czekała na mnie Miu z kanapkami.
-Dzień dobry kochanie, cześć malutki-pocałowałem ją i brzuszek.
-Pamiętaj, to może być dziewczynka-zaśmiała się Miu.
Usiadłem i już po chwili zjadłem śniadanie.
-Spóźnisz się zaraz na trening-przypomniała mi Miu.
-A ty nie idziesz?
-Nie nie ja dzisiaj zostaję w domu, a po za tym o 13 jestem umówiona z siostrą.
-A ok.
Ucałowałem ją na pożegnanie i ruszyłem do samochodu, później w stronę stadionu.
*Miu*
Usiadłam na kanapie i zaczęłam się zastanawiać co ja mam robić do tej 13. Usłyszałam pukanie do drzwi. Może Leo czegoś zapomniał, poszłam otworzyć. To co zobaczyłam było przerażające. Stałam tak w bez ruchu i nie mogłam z siebie wykrztusić ani słowa.
-Cześć, widzę że się mnie nie spodziewałaś.
-Czego chcesz?-zapytałam przerażona.
-Wiesz najpierw chciałem ciebie, później zemsty, a teraz zemsty i pieniędzy twojego piłkarzyka.
-Ani się waż tak o nim mówić.
-Oj nie bądź taka ostra. Myślę, że zapłaci on za ciebie każdą cenę.
Po tych słowach uderzył mnie w głowę i już nic nie byłam w stanie zrobić. Straciłam przytomność, jednak wyczułam że wziął mnie na ręce i zaprowadził do jakiegoś samochodu.
Dobra to na tyle. Czekanie do jutra może być męczące. Powiem tylko tyle, że to Nacho uciekł z więzienia, na resztę wydarzeń musicie niestety zaczekać.
Komentować i macie tu gif, ponieważ dziś nie było nawet zdjęcia ;)


piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 14

Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Ari* 
Obudziłam się i od razu ogarnęłam. Po wykonaniu tak jak zawsze porannej toalety i ubraniu się, zeszłam na dół do kuchni. Zastanawiałam się co dziś zrobić na śniadanie. Dani jeszcze śpi, ale uwielbia naleśniki, więc zrobię mu niespodziankę. Kiedy już kończyłam do kuchni wparował tanecznym krokiem Alves.
-Coś mi tu pachnie. O naleśniki!!!
-Tak siadaj i jedz głodomorze.
Zjedliśmy w ciszy i później pozmywaliśmy naczynia. 
-Kochanie, dziś o 15 musimy być już u Gerarda i Shakiry.
-Dobrze, a o której dokładnie ma pojawić się Leo i Miu z tej Argentyny?
-Koło 18, jeśli nie będzie żadnych niespodzianek.
-Ok, więc co teraz na zakupy?
-Niestety tak, ale przeżyjesz.
Pocałowałam go i wyszliśmy z domu. Ruszyliśmy do samochodu i udaliśmy się w stronę sklepu, aby kupić składniki na naszą imprezę powitalną. W tej chwili na pewno Shaki i Geri dzwonią do reszty, żeby im przypomnieć. Ciekawe tylko jak tam moja siostra i Lio?
*Shaki*
Gerard dzwoni do swoich kolegów z drużyny i przypomina o naszej imprezie niespodziance dla Leo i Miu. Milan się bawi, a ja mam pewien plan do wykonania przy okazji. Mój mąż ma za parę dni urodziny. Dokładnie za trzy dni. Mój pomysł na prezent na pewno się mu bardzo spodoba. Dostanie nowe korki, które podaruję mu razem z FCB, a ode mnie dostanie ogromny obraz na ścianę, który ma przedstawiać te zdjęcia.
To doskonała pamiątka i na pewno będzie przyciągała wzrok naszych gości.
-Gotowe-powiedział Geri i podszedł do mnie, całując mnie w policzek.
-To dobrze, a za ile będzie Ari i Dani?
-Wiesz mają jeszcze dwie godziny, więc na pewno zdążymy ze wszystkim.
-To wspaniale, myślisz że Leo i Miu się ucieszą?
-Oczywiście, że tak.
-Ciekawe co tam u nich?
-Na pewno jeszcze leniuchują przed wyjazdem.
*Leo*
Już od samego rana ja i Miu się pakujemy. Dziś wracamy do Barcelony. Nareszcie skończyliśmy i zeszliśmy na dół. Pożegnaliśmy się i wrzuciłem nasze torby do bagażnika. Moja mama miała łzy w oczach i nie potrafiła się rozstać z moją ukochaną. Kiedy już w końcu się pożegnaliśmy ze wszystkimi to ruszyliśmy w drogę. Chciałem jeszcze, żeby Miu poznała mojego przyjaciela Kuna. Ma on kontuzję, więc jest w domu w Argentynie i postanowiłem go odwiedzić. Podjechaliśmy pod jego dom i zapukaliśmy. Po chwili otworzył nam drzwi z szerokim uśmiechem. Od razu się ze mną przywitał i zaprosił nas do środka. 
-A co to za piękna dama ci towarzyszy?-zapytał ze swoim powalającym szerokim uśmiechem.
-To moja narzeczona.
-O ja gratuluję!!!-uściskał mnie, a później Miu.
-To nie wszystko-powiedziałem.
-Jest jeszcze coś?-spojrzał na brzuch Miu i wręcz zaczął nas ściskać ze szczęścia.
Zaprosił nas do salonu i podał herbatę z ciastem.
-A gdzie twoja żona i synek?-zapytałem.
-Wiesz są na wycieczce i wrócą dopiero jutro-odpowiedział.
-A gdzie?-znów zapytałem.
-W Disneylandzie.
-To super.
Spojrzałem na Miu i zauważyłem, że przygląda się zdjęciu na kominku. Podszedłem do kominka i zgarnąłem zdjęcie. Pokazałem je mojej ukochanej na co ona się uśmiechnęła.
-Zawsze razem-zawołał Kun.
-Wiesz Miu, gdzieś cię już widziałem-powiedział znów mój przyjaciel.
Chwilę się zastanawiał po czym wykrzyknął.
-Waveya. Ty jesteś tą tancerką, która oczarowała Leo-powiedział dumny z siebie.
-Tak zgadza się-odpowiedział mu nieśmiało Miu.
Rozmawialiśmy tak jeszcze dwie godziny po czym pożegnaliśmy się z Kunem i udaliśmy się na lotnisko. Byliśmy już w samolocie i Miu jak zwykle zasnęła, a ja zacząłem się zastanawiać czy nasi przyjaciele coś planują. Od wczoraj nie dali znaku życia. Z tymi rozmyśleniami przytuliłem Miu i też zasnąłem.
*Shaki*
Jesteśmy w domu Leo i Miu. Klucze miał Gerard, który je dostał od naszej pchełki na wszelki wypadek. Wszystko już było gotowe i wszyscy już byli na miejscu, więc pozostało tylko na nich czekać.
Ok w jutrzejszym rozdziale impreza powitalna i chwila grozy. Komentować i łapcie naszych bohaterów ;)



czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 13

No to lecimy z 13 rozdziałem. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
-Lio jesteś pewny, że wszystko mamy?
-Tak kochanie-odpowiedział Leo po czym mnie pocałował.
-Ok czułości na później, jedźmy już na to lotnisko.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Udaliśmy się w drogę, słuchając muzyki z radia. Tak jak zawsze śpiewaliśmy te piosenki, które znamy.
-Leo, wszyscy będą czekać na lotnisku żeby się z nami pożegnać?
-Tak.
Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Leo wyjął nasze torby z samochodu. Oczywiście nie pozwolił mi wziąć swojej, więc taszczył dwie. Czasami mam dość tej jego nadmiernej opieki. Cały czas mnie dokarmia, nawet wtedy kiedy nie jestem głodna. Nie opuszcza mnie nawet na krok i dlatego muszę chodzić z nim nawet na treningi. Na szczęście nie jestem wtedy sama, ponieważ Shaki z Milanem i Ari też chodzą na treningi tych wariatów. Dziś wylatujemy do Argentyny na dwa dni. Przed wylotem musiałam się pożegnać z siostrą i Shaki. Oczywiście też z Milanem, Gerardem i Danim. 
-Uważaj tam na siebie siostrzyczko-powiedziała Ari.
-Spokojnie, ten oto człowiek nie odstąpi mnie nawet na krok-odpowiedziałam po czym spojrzałyśmy na Leo i zaśmiałyśmy się.
-Dobra kochanie, zadzwoń do mnie jak wylądujecie i bawcie się dobrze-tym razem głos zabrała piosenkarka.
-Ok.
Przytuliłam się jeszcze na pożegnanie z barcelońską "3" i "22". Oczywiście ucałowałam jeszcze Milanka, ten tylko lekko się uśmiechnął i chciał na barana do taty. 
Ani się obejrzałam, a już byłam z Leo w samolocie i siedziałam wtulona do niego. On coś przeglądał na telefonie i co jakiś czas całował mnie w czoło i głaskał mój brzuch. Nagle pomachał mi telefonem przed twarzą, pokazując mi to zdjęcie.
-Kochanie, a po co pokazujesz mi moje zdjęcie?
-Zobacz jaka piękna jesteś-uśmiechnął się szeroko.
-Leo po pierwsze podlizujesz się, a po drugie to zdjęcie jest bez mojego brzuszka.
Leo na mnie spojrzał i powiedział.
-Z tym brzuszkiem jest ci jeszcze ładniej.
Pocałowałam go i znów się w niego wtuliłam. Rozkoszowałam się ciszą, którą przerwał Argentyńczyk.
-Wiesz, wcale się nie podlizywałem pokazując ci to zdjęcie.
-Nie wcale kochanie.
Po chwili zasnęłam.
*Leo*
Samolot właśnie wylądował, a ja się przebudziłem. Spojrzałem na wtuloną do mnie Miu. Spała tak słodko, ale musiałem ją obudzić. Lekko się uśmiechnęła i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Odebraliśmy swoje bagaże i czekaliśmy na mojego brata Rodrigo, który ma nas odebrać.
*Ari*
Ja i Shaki oglądałyśmy film, popijając wino i plotkując. Natomiast Geri, Dani i Milan grali w ogrodzie w piłkę. Zaczęłyśmy się zastanawiać jak tam Leo i Miu. Byłyśmy strasznie ciekawe, więc postanowiłyśmy włączyć coś na internecie żeby nad tym nie rozmyślać. Włączyłyśmy jeden z koncertów Shaki. Oczywiście ten na którym piosenkarka wyciągnęła na scenę piłkarzy.
Ten moment był wręcz epicki. Popłakałam się na nim ze śmiechu. Kiedy wybiła 22, ja i Dani pojechaliśmy już do domu. Usiedliśmy na kanapie i przeglądaliśmy zdjęcia z albumu Alvesa. Było tam dużo zdjęć i większość z nich przedstawiała jego z piłką. Przy każdym zdjęciu opowiadał mi jakąś ciekawą historyjkę przez którą nie mogłam powstrzymać śmiechu. Kiedy skończyliśmy oglądać zdjęcia wybiła godzina 23:30, więc poszliśmy spać.
*Leo*
Właśnie przyjechał mój brat przywitałem się z nim po czym przedstawiłem mu Miu. Od razu złapali ze sobą dobry kontakt. Wsiedliśmy do samochodu mojego brata i ruszyliśmy w kierunku domu moich rodziców. Kiedy byliśmy już na miejscu zobaczyłem, że moja ukochana się stresuje.
-Spokojnie moi rodzice to bardzo mili ludzie i na pewno cię polubią. Idziemy?
Pokiwała tylko głową i ruszyła ze mną w kierunku drzwi, trzymając mocno moją dłoń. Drzwi otworzyła nam moja mama, która szeroko się uśmiechnęła i od razu przytuliła Miu. Weszliśmy do salonu, gdzie przywitała nas reszta. Mój ojciec i mama nie odstępowali Miu na krok. Polubili ją i zauważyłem, że ona sama już przestała się stresować. Moi bracia i siostra również polubili Miu. Podszedłem do mojej ukochanej i powiedziałem.
-Mamy coś ważnego do przekazania. Będziemy mieli dziecko i za niedługo weźmiemy ślub.
Wszyscy zaczęli nam gratulować i nasza radość nie miała końca. Zjedliśmy jeszcze kolację i postanowiłem zabrać moją miłość na spacer. Chodziliśmy tak po ulicach Rosario i ciszę przerwała Miu.
-No wyśmienicie, nasze dziecko ma świetne wyczucie czasu na trening-złapała się za brzuch.
-Widzisz na pewno zostanie piłkarzem.
-A jeśli to dziewczynka?-zapytała.
-Dowiemy się za niedługo, a dokładnie za 4 miesiące. 
Nie chcieliśmy jeszcze znać płci naszego dziecka. Uparłem się, aby zaczekać. Spacerowaliśmy tak jeszcze z dwie godziny. Zauważyłem, że Miu robi się senna, więc wróciliśmy do domu. Poszliśmy do naszego pokoju, który przygotowała nam moja matka i poszliśmy spać.
Na początku myślałam, że się nie wyrobię z dzisiejszym rozdziałem ale się udało. Następny jutro i Komentować ;)
Łapcie jeszcze naszego "Tancerza"



środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 12

Dobra dobra, od czego by tu zacząć? Ten rozdział miał być bardziej z perspektywy Ari i Daniego, ale wyszło niestety inaczej. Nie przychodził mi na to żaden pomysł do głowy. Niestety wena też już mnie coraz bardziej opuszcza, ale to nie oznacza, że będę kończyć już tego bloga. Planuję mniej więcej 15 rozdziałów + epilog, ale wszystko się jeszcze może zmienić. Co mogę więcej napisać? Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Parę miesięcy później, Miu*
Za pół godziny mam się spotkać z moją siostrą i Shakirą. Podobno Ari ma do nas jakąś bardzo ważną sprawę. Leo w tej chwili jest na treningu. To właśnie dziś od paru miesięcy może już ćwiczyć z chłopakami, a nie indywidualnie. Na pewno mu tego brakowało. Mój brzuszek jest już bardzo widoczny w końcu jestem już w 6 miesiącu ciąży. Po wydarzeniach sprzed paru miesięcy nie ma już żadnych śladów. Nacho wylądował w więzieniu na 25 lat i dobrze. Oczywiście o cały wypadek obwiniałam się ja, bo gdyby Leo mnie nie poznał to nic takiego by mu się nie stało, ale kiedy zaczynam się obwiniać pan Lionel Messi po prostu mnie nie słucha i ma gdzieś co do niego mówię. On nie lubi kiedy mówię o tym wypadku w ten sposób. Za parę dni lecimy do Argentyny, abym mogła poznać jego rodziców no i żeby oni mogli poznać mnie. Nie bardzo miałam się w co ubrać, więc zaczęłam kombinować i szperać po szafie. W końcu postawiłam na ten luźny komplet.
Kiedy byłam już gotowa i miałam jeszcze chwilę czasu to postanowiłam zobaczyć co nowego na instagramie u moich znajomych. W tej chwili przeglądałam zdjęcia Alvesa, a ten dodał selfie z moim ukochanym. Widać, że tęsknili za wspólnymi treningami.
Spojrzałam na zegarek i zaczęłam się szykować do wyjścia. W mgnieniu oka wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i już byłam w drodze do domu Ari i Daniego.
*Ari*
Ja i Shakira z Milanem czekałyśmy na moją siostrę. Kiedy już do nas dotarła i przywitała się z nami to poszłyśmy do salonu. Tam dziewczyny siedziały już zniecierpliwione na moją ważną wiadomość. Spojrzały na mnie z zapytaniem, więc musiałam im to w końcu powiedzieć.
-No więc Dani mi się oświadczył.
-To wspaniale-wykrzyknęła Shaki.
Ani się obejrzałam, a już byłam w objęciach Miu i Kolumbijki. Pogadałyśmy jeszcze chwilkę i postanowiłyśmy, że z tej okazji zrobimy małą kolacyjkę w gronie przyjaciół. Shaki zadzwoniła do Gerarda i poinformowała, że razem z Leo ma przyjechać po treningu do Daniego i Ari. Wszystko już było gotowe, więc pozostało nam tylko czekać na chłopaków.
*Gerard*
Właśnie jechałem z Leo i Danim na kolację. Ciekawe z jakiej to okazji i co znowu wymyśliły nasze kobiety.
-Jak myślicie co tym razem?-zapytałem.
-Ja nie mam zielonego pojęcia-powiedział Leo.
-A ja wiem-powiedział dumny Alves.
-No to mów szybko.
-Ok, oświadczyłem się Ari.
-Gratulacje stary. 
Zaczęliśmy z Leo śpiewać naszemu "tancerzowi" na co on tylko pokiwał głową i zaczął śpiewać z nami do tego tańcząc. Dojechaliśmy na miejsce i weszliśmy do domu. Przywitaliśmy się wszyscy i usiedliśmy do kolacji. 
*Leo*
Przywitałem się z moją Miu całusem w usta i oczywiście musiałem przed nią uklęknąć, podnieść koszulkę i ucałować również brzuszek. Ona tak jak zawsze zareagowała na to swoim szerokim i pięknym uśmiechem. Świętowaliśmy jeszcze trochę z naszymi przyjaciółmi po kolacji po czym pojechaliśmy do domu. Geri i Shaki oraz Milan też już się zmyli. Weszliśmy do domu i pierwsze co zrobiła Miu to podreptała do kuchni.
-Znowu jesz?-zapytałem.
-Wiesz ja mogę, a ty musisz przestrzegać diety-uśmiechnęła się cwaniacko.
-Dobra to co robimy?-podszedłem do niej i ucałowałem ją w policzek.
-Oglądamy jakiś film?-zapytała.
-Ok.
Już po chwili oglądaliśmy jakiś film. Zajęło nam to godzinę, a później zauważyłem, że Miu zasnęła. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Położyłem ją i przyglądałem się jej. Jest taka piękna kiedy śpi no i do tego jeszcze ten brzuszek. Nic nie jest w stanie przebić mojego szczęścia. Za niedługo na świat przyjdzie nasze dziecko i będziemy tworzyli wspaniałą rodzinkę. Położyłem się obok Miu i momentalnie zasnąłem.
To na tyle. Raczej nie muszę pisać, kiedy następny rozdział. To oczywiste, że jutro. Mi niestety nie podoba się to co stworzyłam, ale nie mnie oceniać. W takim razie zapraszam do komentowania i macie tu jeszcze zajadającego się przed meczem Leo ;)



wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 11

Dobra dziś się nie będę rozpisywać, więc po prostu zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Leo*
Otworzyłem powoli oczy. Oślepiło mnie światło i nagle usłyszałem ten głos.
-Jak się pan czuje?
-Bywało lepiej, co się stało?
-Miał pan wypadek, później operację i zapadł pan w śpiączkę.
-Na długo?
-Nie, właściwie na pół dnia i całą noc.
-Czy była tu moja narzeczona?
-Pani Miu Smith? 
-Tak.
-Tak była tu. Przed chwilą do niej zadzwoniłem i powiadomiłem, że się pan właśnie wybudził.
-Dziękuje bardzo.
Lekko się uśmiechnąłem i chciałem usiąść, ale sprawiało mi to ogromny ból. W końcu się udało.
-Siadanie może panu na razie sprawiać ból, ponieważ ma pan jeszcze świeżą ranę na brzuchu, ale z czasem będzie coraz lepiej.
-Rozumiem.
Nagle sobie przypomniałem, że dziś graliśmy mecz z Realem Madryt i zapytałem lekarza.
-Przepraszam bardzo, nie wie pan może jak dzisiejszy mecz?
-Fc Barcelona wygrała 3:1 po bramkach Gerarda Pique, Daniego Alvesa i Marca Bartry.
-To dobrze to znaczy, że wygraliśmy Puchar Króla.
-Tak.
Właśnie w tej chwili do sali weszła moja ukochana, która się szeroko uśmiechnęła na mój widok. Podbiegła do mnie i mnie przytuliła.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się o ciebie bałam-powiedziała.
Podniosłem lekko jej podbródek i spojrzałem jej głęboko w oczy. Chciałem ją pocałować, ale przeszkodził mi w tym lekarz.
-W takim razie zostawię państwa samych, a panią zapraszam później na badania.
Miu i lekarz spojrzeli na siebie porozumiewawczo. O co mogło chodzić, jakie badania?
-Kochanie o jakie badania chodzi?
-Dowiesz się w swoim czasie, tak bardzo się martwiłam.
W tym momencie znów pragnąłem poczuć smak jej ust. Zbliżyłem swoją twarz do jej i w tym momencie dzieliły nas tylko centymetry. Czy było mi dane ją pocałować? Oczywiście, że nie. Tym razem do mojej sali wkroczyła cała FCB z Gerardem i Danim na czele, którzy trzymali puchar. 
-No panie Messi. Nigdy więcej nie rób nam takiego stracha, a tu masz puchar, który wygraliśmy dla ciebie-powiedział szczęśliwy i dumny zarazem Gerard.
Podziękowałem chłopakom i oczywiście im pogratulowałem.
-Powiedziałaś mu już?-zapytał Gerard Miu.
-Jeszcze nie-odpowiedziała.
Spojrzałem na nich pytająco, ale właśnie w tym momencie Shaki zaczęła uciszać wszystkich.
-Proszę o ciszę, Miu chce coś powiedzieć-powiedziała Kolumbijka.
Miu wstała i podeszła do mnie, wzięła moją dłoń i położyła ją lekko sobie na brzuchu.
-Na prawdę?-zapytałem i uśmiechnąłem się szeroko.
-Tak-odpowiedziała.
Co ja mogłem zrobić? Zacząłem krzyczeć z chłopakami i radości nie było końca. Nagle usłyszałem Alvesa.
-Cisza, chwila. Chciałbym coś powiedzieć. Leo gratuluję ci, ale jest jeszcze coś. Mam do ciebie jedno pytanie.
-Jakie?
-Czy ty nawet poza boiskiem musisz bramki strzelać?-zapytał Dani z poważną miną.
Wszyscy zaczęli się śmiać po tym co powiedział nasz "tancerz". Przytuliłem do siebie mocno Miu i wyszeptałem jej na ucho.
-Kocham Was.
Po tych słowach dotknąłem jej brzucha na co ona się zaśmiała i pocałowała mnie w policzek ze słowami
-Kochany wariat.
Świętowaliśmy zwycięstwo Barcy i to, że zostanę ojcem z dobre 2 godziny. Pierwszy raz świętujemy coś takiego z chłopakami w szpitalu i bez alkoholu. I właśnie teraz wszedł do nas lekarz, a właściwie do mnie i powiedział
-No dobrze. Rozumiem, że jesteście szczęśliwi ale niestety musicie już wyjść. Pan Messi może ze szpitala wyjść już jutro, a dziś niech jeszcze odpocznie. 
Chłopaki po tych słowach się ze mną pożegnali i wyszli. Miu, Shaki i Ari też już poszły. Chodź moja ukochana chciała zostać, ale nalegałem aby odpoczęła. Położyłem się i próbowałem zasnąć. Nie udało mi się. Nic nie pamiętam z wypadku. Wiem tylko tyle, że pojutrze ja i Miu mamy wstawić się na rozprawę sądową. Podejrzewam, że wtedy poznam sprawcę mojego wypadku. Muszę przestać o tym myśleć. Obok na szafce zauważyłem tableta, którego chłopaki mi przynieśli żebym się nie nudził. Obejrzałem powtórkę meczu i prawie uroniłem łzy na widok koszulek, które mieli chłopaki. Mecz się skończył, a ja nadal nie byłem senny. Postanowiłem wejść na fb. Tam znalazłem gifa Waveya. Nie był to byle jaki gif, na nim była moja ukochana.
Była taka uśmiechnięta. Taniec na prawdę sprawia jej wiele radości. Nie mogłem w to uwierzyć, że jest moja i wo to, że będziemy mieć dziecko. Zdałem sobie sprawę z tego, że staniemy się szczęśliwą rodzinką tak jak Gerard, Shakira i Milan. Z tymi rozmyślaniami zasnąłem.
Dzisiaj to już na prawdę beznadziejny rozdział. Następny tak jak zawsze jutro. Od razu ostrzegam postaram się aby następny był bardziej z perspektywy Ari i Daniego. No to co? Do następnego i Komentować ;)


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 10

Więc mamy już "10". Starałam się, aby dzisiejszy rozdział był dłuższy i sądzę, że mi się udało. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
Jechałam z Gerardem do szpitala. Pędził tak szybko, że złamał chyba wszystkie przepisy drogowe. Ari i Shaki z Milanem zostali w domu. Natomiast Dani od razu ruszył w kierunku szpitalu po moim telefonie. Cały czas płakałam i nie mogłam się uspokoić. Dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy szybko do szpitala i liczyło się tylko to, żeby jak najszybciej odnaleźć salę gdzie leży Leo. Podeszliśmy do recepcji.
-Gdzie leży Leo Messi?-zapytał Geri (ja nie byłam w stanie mówić).
-Sala numer 27-odpowiedziała zaskoczona recepcjonistka.
Pobiegliśmy szybko w kierunku sali i kiedy już dotarliśmy zauważyliśmy Alvesa siedzącego na krześle.
-Wiesz już coś?-zapytałam wciąż zapłakana.
-Nie-odpowiedział.
Kiedy na mnie spojrzał dostrzegłam, że też miał łzy w oczach. Po chwili zawołał nas lekarz. 
-Wy pewnie do pana Messiego-powiedział.
-Tak-odpowiedział szybko Gerard.
Więc może zacznę od początku nazywam się Ryan Luiz i to ja zajmuję się Leo Messim.
-Może pan przejść do rzeczy?-zapytałam zdenerwowana.
Lekarz tylko na mnie spojrzał zaskoczony i zaczął mówić
-Pan Messi miał wypadek. A właściwie ktoś umyślnie chciał wyrządzić mu krzywdę. Kiedy pan Messi ruszył na zielonym świetle jakieś auto celowo w niego wjechało po czym sprawca uciekł. Właśnie przeszedł operację podczas której w pewnym momencie przestało pracować serce, jednak udało się go uratować. Stracił bardzo wiele krwi. Miał bardzo dużą ranę w brzuchu wyrządzoną przez odłamki szkła. Na szczęście krwotok udało się w porę zatrzymać. Teraz leży nie przytomny, a właściwie w śpiączce.
Na te słowa zaniosłam się płaczem. Gerard od razu mnie przytulił. Ale jemu też nie było łatwo zarówno on jak i Dani też płakali. Uspokoiłam się po chwili, aby dokończyć rozmowę z lekarzem.
-Jest szansa, że się wybudzi?
-Tak jest słaby, ale jego organizm walczy co można było dostrzec podczas operacji.
-Czy oprócz rany na brzuchu, jest jeszcze coś?
-Parę siniaków i zadrapań na twarzy po za tym nie ma nic.
-Czy kiedy się wybudzi jest jakaś szansa, aby mógł jeszcze wejść na boisko?
-Jeśli się wybudzi to tak. Przed nim terapia, ale będzie mógł grać.
-Kiedy powinien się wybudzić?
-W każdej chwili może to potrwać parę godzin, dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat.
Na te słowa znów wyleciały łzy z moich oczu, ale musiałam być silna dla Leo i dla naszego dziecka, które noszę pod sercem.
-Czy mogę go zobaczyć?
-Oczywiście, jednak myślałem że wolałaby pani najpierw porozmawiać z policjantami. Czekają u mnie w gabinecie.
-Miu idź do Leo. Ja i Dani pójdziemy do policjantów-powiedział Gerard.
Słabo się do niego uśmiechnęłam i mu podziękowałam.
-Geri zaczekaj, daj znać jeszcze Shakirze i Ari.
-Dobrze-odpowiedział.
Weszłam po cichu do sali i ujrzałam mojego ukochanego podłączonego do jakiś urządzeń. Był nieprzytomny. No tak, przecież jest w śpiączce. Podeszłam niepewnie do jego łóżka i usiadłam na krześle obok. Złapałam jego rękę i najzwyczajniej w świecie znów zaniosłam się płaczem. 
-Leo obudź się, przecież ja nie potrafię bez ciebie żyć.
Odpowiedziała mi głucha cisza. Wzięłam jego dłoń i położyłam ją sobie na brzuchu. Uśmiechnęłam się przez łzy i powiedziałam
-Będziemy mieć dziecko. 
Po tych słowach przytuliłam się do niego i sama nie wiem kiedy zasnęłam.
*Po kilku godzinach*
-Hej, obudź się.
Podniosłam się szybko i ujrzałam pochylającą się nade mną moją siostrę i Shakirę.
-Może już lepiej pojedziesz do domu co? Gerard cię odwiezie, a Ari, ja i Dani zostaniemy przy Leo. Jeśli coś się będzie działo to do ciebie zadzwonimy-powiedziała Shaki po czym blado się uśmiechnęła.
-Nie jestem pewna.
-Musisz odpocząć, zrób to dla dziecka i Leo-tym razem głos zabrała moja siostra.
-Ok.
Pocałowałam Leo ostatni raz w czoło i wyszłam z sali. Tam już na mnie czekał Geri, więc podeszłam do niego i ruszyliśmy w stronę domu Lio.
-Wiesz czyja to sprawka?-zapytałam i ledwo co powstrzymałam się od kolejnych łez.
-Tak, ale nie myśl teraz o tym.
-Geri powiedz mi, chcę wiedzieć.
-To był Nacho-spojrzał na mnie niepewnie.
Pokiwałam tylko głową i zadałam kolejne pytanie.
-Złapali go już?
-Tak.
-To dobrze.
Byliśmy już na miejscu, pożegnałam się z Gerim i ostatni raz upewniłam go, że dam sobie radę. Weszłam do domu i pierwsze co zrobiłam to osunęłam się po drzwiach i znów zaczęłam płakać.
Siedziałam tak z dobre 20 minut po czym wstałam i od razu położyłam się do łóżka. Nie przyszło mi to łatwo, ale w końcu zasnęłam.
*Następny dzień, Miu*
Wstałam koło godziny 11. Pierwsze co zrobiłam to odwróciłam się w drugą stronę i tak bardzo pragnęłam tam zobaczyć jeszcze śpiącego Leo. Myślałam, że to wszystko to tylko zły sen, ale nie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i niechętnie wstałam, żeby je otworzyć. To była Ari i Shaki. Weszły i bez słów mnie przytuliły. Zrobiłyśmy śniadanie i zjadłyśmy. O godzinie 12 usiadłyśmy przed telewizor, ponieważ Barca gra dziś mecz. Niestety nie zagra Leo (z wiadomych przyczyn). Chłopaki byli smutni i było widać, że każdy z nich tęskni za Leo. Przed meczem Xavi wziął mikrofon i stanął na środku boiska. Camp Nou ucichło i słuchało co kapitan Blaugrany ma do powiedzenia.
-Jak zauważyliście nie ma tu z nami dzisiaj Leo Messiego. Miał on wypadek i nie zagra.
 Kibice zaczęli płakać i czekali tylko na dalsze słowa Xaviego.
-Ale przysięgamy, że wygramy ten mecz dla niego.
Wszyscy krzyczeli "Messi". Przeciwko komu dziś grała Duma Katalonii? Otóż przeciwko swojemu największemu wrogowi Realowi Madryt.
Mecz się zaczął i już w 10 minucie z główki strzelił Pique. Nie cieszył się tylko podbiegł do kamery i podniósł koszulkę. Pod spodem miał drugą na której było to zdjęcie i napis "Leo obudź się"

Zaniosłam się płaczem, ale oglądałam dalej. Kolejny gol należał do Królewskich i w tej chwili był remis. Jak się okazało nie na długo . Tym razem bramkę dla nas strzelił Alves (nie zdarzało się to często). I zrobił coś podobnego do Gerarda tylko, że to było to zdjęcie (napis był taki sam)
Mecz dobiegał końca i wszyscy myśleli, że właśnie końcowy wynik to 2:1 dla Barcy, ale nie. W 89 minucie strzelił Bartra. Miał na koszulce ten sam napis i to zdjęcie 
Spojrzałam na Shaki, która się uśmiechnęła i powiedziała.
-Wszyscy mieli dzisiaj takie koszulki, jedyna różnica to zdjęcia.
Pokiwałam jej głową i usłyszałam mój telefon. Szybko go odebrałam.
-Mamy go-powiedział dwa krótkie słowa lekarz Leo.
Rozłączyłam się i momentalnie zaczęłam płakać ze szczęścia.
-Co się stało?-zapytała Shaki.
-Obudził się.
-W takim razie jedziemy do szpitala. 
Podczas naszej drogi Ari zadzwoniła do trenera. Ciekawe co teraz dzieję się na boisku (pomyślałam). Byłam taka szczęśliwa, że mój Leo w końcu się obudził. 
*Gerard* 
Mecz się zakończył naszym zwycięstwem, ale my raczej nie byliśmy z tego zadowoleni. Podszedł do mnie trener z tymi słowami.
-Leo się wybudził ze śpiączki.
Uśmiech wkradł się na moją twarz i nie mogłem dłużej dusić w sobie tego szczęścia. Zacząłem biegać po boisku jak powalony.
-Geri uspokój się, Leo jest w śpiączce a tobie już kompletnie odbija-powiedział do mnie z kwaśną miną Marc.
-Zawołaj tu chłopaków.
-Ale po co?-zdziwił się.
-Zrób to.
-Ok.
Już po chwili wszyscy mnie okrążyli i czekali na to co powiem.
-Leo się wybudził. 
Chłopaki się na mnie rzucili i właśnie w tej chwili cała FCB była do siebie wtulona. Bravo podbiegł do kibiców i powiedział im to. Już po chwili można było usłyszeć radosne okrzyki i płacz szczęścia. Graliśmy dziś finał o Puchar Króla co oznaczało, że go wygraliśmy. Wzięliśmy puchar i już po chwili byliśmy wszyscy w drodze naszym autobusem do szpitala do Leo.
To by było na tyle. Dalsza część dzikiego szczęścia jutro. Komentować ;)






niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 9

Powracam do was z dziewiątym rozdziałem. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Dwa tygodnie po ślubie Shakiry i Gerarda, Miu*
Tak strasznie nie chciało mi się wstać, ale musiałam. Szybko wykonałam poranną toaletę i ubrałam się. Zeszłam na dół i chciałam coś zjeść, ale nie udało mi się. Znów zwymiotowałam. Teraz jestem pewna, że się nie zatrułam tylko jestem w ciąży. Od tygodnia to samo mdłości, nudności i zły humor. Mojemu Leo powiedziałam, że jestem po prostu chora i to tyle. Natomiast Shaki i Ari znały prawdę. Dziś kiedy wstałam nie było przy mnie mojego ukochanego, ponieważ z samego rana ma trening. Natomiast ja o 13 mam wizytę u ginekologa, którego poleciła mi Shakira. Miałam do niego jechać razem z moją siostrą. Nie pozostało mi nic innego jak tylko wyczekiwać godziny 13. Usiadłam przed telewizorem i oglądałam jakieś seriale.
*Leo*
Jestem na treningu i teraz akurat z chłopakami odpoczywamy siedząc na murawie. Musiałem zostawić moją ukochaną Miu dzisiaj samą. Nie chciałem tego robić tym bardziej, że jest chora. Jednak ona jest strasznie uparta i nalegała. Jej stan zdrowotny nie zmienia się od całego tygodnia, co jej jest do cholery? Gdybym mógł coś zrobić, aby wyzdrowiała. Z rozmyślań wyrwali mnie moi przyjaciele.
-Leo co jest, jesteś dzisiaj jakiś nieswój-powiedział Alves.
-Po prost martwię się o Miu.
-A co jej jest?-znów zadał mi pytanie.
-Cały czas wymiotuje ma nudności i zły humor.
-Leo wiem co jej jest-krzyknął Gerard.
Ja i Dani spojrzeliśmy na niego z zapytaniem. Miał taką szczęśliwą minę i nie mógł przestać się uśmiechać. Nasz "tancerz" oczywiście musiał to uwiecznić na zdjęciu i wrzucić na instagrama (jest od niego uzależniony).
-Mów szybko co?-ponaglałem przyjaciela.
-Ona może być w ciąży.
Na te słowa się uśmiechnąłem i powiedziałem.
-Tak myślisz?
-Oczywiście, że tak Shaki miała tak samo kiedy była w ciąży z Milanem.
Naszą rozmowę przerwał nam trener. Kazał wrócić do treningu. Przez cały trening nie myślałem o niczym innym tylko o słowach Gerarda, że moja Miu może być w ciąży. Byłem szczęśliwy zawsze chciałem mieć synka lub córeczkę.
*Ari*
Była godzina 12:30, więc pojechałam szybko po moją siostrę i po chwili obie byłyśmy już u ginekologa. Miu weszła do środka, a ja natomiast czekałam na nią na korytarzu. Po chwili wyszła i uśmiechała się jak nigdy. 
-I co?-zapytałam
-Sama zobacz. 
Pokazała mi zdjęcie rentgenowskie jej dziecka. Przytuliłam ją i nie mogłam powstrzymać okrzyku radości. Dostałam sms-a od Shaki. "Dobra zapewne jest już po wizycie i jak wyniki?" Odpisałam jej "Sprawdziły się nasze przypuszczenia Miu jest w ciąży". "W takim razie widzimy się u mnie :*". To był ostatni sms od Shak. Powiedziałam Miu, że jedziemy do niej. Ona nie miała zbytnio wyboru, chciała od razu o wszystkim powiadomić Leo, ale wiedziała że mają jeszcze trening. Więc pojechała z siostrą do ich przyjaciółki. 
*Shakira* 
Czekałam na moje przyjaciółki. Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu poszłam im otworzyć. Wręcz rzuciłam się na Miu i zaczęłam jej gratulować. Ona tylko się uśmiechnęła i poszłyśmy do kuchni. Tam rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym nawet nie zauważając, że jest już 15. Do domu wszedł Geri i zdziwiony na nas spojrzał. 
*Miu*
Przywitałyśmy się z Gerardem i powiedziałyśmy mu dlaczego się spotkałyśmy. Ten tylko na tą wiadomość podbiegł przytulił mnie i zawołał, że chce zostać ojcem chrzestnym (wariat). Zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli chłopaki skończyli trening to Leo jest na pewno w drodze do domu. Chciałam do niego zadzwonić, ale nie odbierał. Zdziwiło mnie to, ale może po prostu ma wyłączony telefon. Za jakieś pięć minut mój telefon zaczął dzwonić, to pewnie Leo pomyślałam. Spojrzałam na wyświetlacz i zauważyłam obcy numer. Jednak odebrałam i usłyszałam.
-Czy rozmawiam z partnerką pana Lionela Messiego?
-Tak-odpowiedziałam niepewnie.
-Pani chłopak miał wypadek i jest obecnie w szpitalu pod wezwaniem Św. Barbary.
Z wrażenia upuściłam telefon, a z moich oczu wyleciał potok łez. 
-Co się stało?-krzyknęła Shaki.
Spojrzałam na nich niepewnie i jedyne co udało mi się powiedzieć to Leo....szpital.... Popatrzyli na mnie przerażeni i nie wiedzieli co odpowiedzieć, a ja spuściłam wzrok i spojrzałam tempo cała zapłakana w podłogę.
Na dzisiaj to tyle i zapraszam do komentowania ;)


sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 8

 Witajcie w ósmym rozdziale. Akcję przesunęłam, ponieważ gdyby wszystko stało w miejscu to nigdy bym z tego nie wybrnęła. No to co, zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miesiąc później, Miu*
Od samego rana ja i Ari pomagałyśmy się ogarnąć naszej przyjaciółce do ślubu. Tak zgadliście Shakirze, teraz na szczęście jest już gotowa. A ja? A ja właśnie teraz szykuję siebie i Leo. Co zmieniło się przez ten miesiąc? A więc tak, Ari mieszka u Daniego ja natomiast u Leo. Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi i nie wyobrażamy sobie życia osobno. Tak wiele się zmieniło w moim życiu przez ten miesiąc. Oczywiście dużą zasługę mają w tym wszyscy moi przyjaciele. Co z Nacho? Od pamiętnego spotkania go na plaży i uratowaniu mnie przez Leo nigdy więcej już go nie spotkałam. I niech tak zostanie, nie chcę żeby znowu pokomplikował mi życie. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mojego piłkarza.
-O czym tak rozmyślasz?-podszedł i pocałował mnie w policzek.
-Nie ważne, chodźmy już, bo się spóźnimy.
Po paru minutach byliśmy już pod kościołem. Shak strasznie się denerwowała i ciągle zadawała to samo pytanie.
-Jak wyglądam?
-Wyglądasz jak księżniczka, przestań się już tak denerwować.
Na ceremonii ma pojawić się cała FCB wraz ze sztabem szkoleniowym i paru najbliższych osób dla Gerarda i Shakiry. Po chwili ujrzeliśmy nikogo innego jak Carlesa Puyola idącego w naszą stronę. Na jego twarzy można było dostrzec bardzo szeroki uśmiech. Podszedł do nas i się z nami przywitał. Co dziwne wszystkich po kolei wyściskał. Geri wysłał mu zaproszenie, ale nie był pewny czy Puyol się pojawi.
*Shakira*
Byłam strasznie zdenerwowana. Do ołtarza miałam podejść sama, ale jak się okazało zaprowadzi mnie Puyol. To już ta chwila, ani się obejrzałam a już rozgrywany był Marsz Mendelsona. Spojrzałam na wprost i ujrzałam miłość mojego życia, która była uśmiechnięta od ucha do ucha na mój widok.
 *Gerard*
Zaczęło się ujrzałem moją wybrankę serca, która szła z dumnym Puyolem. Byłem szczęśliwy kiedy zobaczyłem, że to właśnie mój przyjaciel ją prowadzi do ołtarza. Za nimi szedł Milan w garniturku i trzymał poduszkę z naszymi obrączkami. Nie był przerażony, był z siebie dumny, że dostał tak ważne zadanie. Później można było dostrzec szczęśliwych Miu i Leo oraz Ari i Daniego.
*Leo*
Ceremonia zleciała bardzo szybko, wyszliśmy wszyscy przed kościół i oczekiwaliśmy na wyjście młodej pary. Kiedy już w końcu wyszli, wszyscy zaczęli rzucać w nich ryżem. Zrobiliśmy parę zdjęć po czym Gerard wziął Shak na ręce i wsadził ją do samochodu. Poprosił o ciszę i krzyknął.
-Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie, a teraz zapraszamy was na wesele.
Zaczęliśmy się schodzić do naszych samochodów i po 15 minutach drogi byliśmy na miejscu. Weszliśmy na salę i odśpiewaliśmy głośno "Sto lat". Shak i Geri byli tacy szczęśliwi. Nagle po zakończeniu naszego fałszu kelner przywiózł ogromny weselny tort, na który Gerardowi zaświeciły się oczy. Podszedł szybko do niego i zaczął go przekrajać (oczywiście z Shakirą).
A więc wesele się zaczęło i wiedziałem, że dziś nikt nie pozostanie trzeźwy.
*Miu*
Była już godzina 23, wszyscy byli pijani i nikt nie potrafił ustać na nogach. Jedynie ja, Ari i Shak byłyśmy jeszcze w miarę trzeźwe. Patrząc na chłopaków pękałam ze śmiechu. W tej właśnie chwili Leo i Gerard tańczyli razem wolnego (wyglądało to epicko), a Dani i Puyol śpiewali do mikrofonu. Reszta (może lepiej tego nie skomentuje). Nadeszła północ Shakira wstała i wzięła mikrofon. Wszyscy usiedli i zaczęli jej słuchać z uwagą.
-A teraz zapraszam wszystkie panie na środek-powiedziała piosenkarka.
Leo powiedział, żebym też poszła więc ruszyłam na środek do moich przyjaciółek i czekałam na dalsze wskazówki. Ani się obejrzałam, a w moich rękach leżał welon panny młodej. Shak szybko do mnie podbiegła założyła mi go i kazała zaczekać na mojego przyszłego męża. Teraz to wszyscy panowie stali i wyczekiwali aż Gerard rzuci swoją muszkę. Oczywiście Leo i Dani stali pierwsi, ale któż inny mógłby złapać muszkę jak nie mój ukochany. Kiedy Geri mu ją założył, podbiegł szybko do mnie i mnie pocałował. Włączyli powolną muzykę i zaczęliśmy tańczyć. Był pijany, ale kontaktował. Spojrzał mi w oczy i powiedział
-Wiesz, chcę ci już od dawna coś powiedzieć.
-Co takiego?
Ku mojemu zdziwieniu Leo przede mną uklęknął. Czułam łzy szczęścia w oczach i myślałam, że zaraz zemdleje.
-Miu czy wyjdziesz za mnie?-zapytał z uśmiechem i wyczekiwał mojej odpowiedzi.
Byłam taka szczęśliwa i wprost wykrzyczałam "TAK". On tylko założył mi pierścionek na palec i pocałował. Usłyszałam słowa Xaviego.
-No nareszcie się oświadczył, planował to już chyba od całych dwóch tygodni.
Spojrzałam na Leo, a on tylko pokręcił głową i spojrzał na przyjaciela jakby chciał go zabić.
Teraz już całą resztę wesela spędziłam przy moim ukochanym. 
*Ari*
Byłam szczęśliwa widząc moją siostrę taką uśmiechniętą. Musiała tyle przejść, ale nareszcie wszystko w jej życiu zaczyna się układać i to dzięki Leo. Co mogę powiedzieć wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Shak i Gerard właśnie wzięli ślub, a ja i Dani mamy to w planach. Jak widać Lio i Miu też. Wiedziałam, że już nic nie jest w stanie zepsuć tego szczęścia. Oby tylko znów niespodziewanie się nie pojawił Nacho. Sprawa o nim ucichła, ale ja wiem że to spokój przed burzą. On nigdy nie odpuszcza, chociaż w głębi duszy tym razem się modliłam żeby było inaczej.
Krótszy niż zwykle i nudny. Ale obiecuję poprawę, następny jutro.
Nie mogłam się powstrzymać i musiałam dodać to zdjęcie. Po prostu je uwielbiam <3


piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 7

Lecimy już z siódmym rozdziałem. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
Ja i Leo wkroczyliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć. Wciąż nie wiem co oznaczało mrugnięcie Leo do Alvesa. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, ale przerwała mi w tym barcelońska "10".
-Ładnie wyglądasz w tej koszulce-powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Leo.
-Dziękuje, zresztą jak można wyglądać nie ładnie w takiej koszulce.
Zaśmialiśmy się, podczas gdy zaczęła lecieć piosenka "Parachute-Kiss me slowly". Spojrzałam na Leo, on tylko lekko się uśmiechnął i spojrzał mi głęboko w oczy. To ta piosenka, która leciała podczas naszego pierwszego tańca na imprezie. Moje podejrzenia co do mrugnięcia się sprawdziły. Dani dziś puszcza muzykę, więc Leo to wszystko zaplanował. Poczułam jak uginają się pode mną kolana pod wpływem spojrzenia Lio. Na końcu piosenki są słowa "Kiss me slowly". Byłam wtulona w tors Leo i jestem od niego niższa, więc teraz nie widziałam jego twarzy. Poczułam tylko jak się nachyla i wyszeptał mi do ucha dwa krótkie słowa, które w tym momencie tyle dla mnie znaczyły. Powiedział "Kocham Cię". Momentalnie się uśmiechnęłam i podniosłam głowę. Zobaczyłam jego błysk w oku. Odpowiedziałam mu "Ja ciebie też" na co on się uśmiechnął i złączył nasze usta w pocałunku. Czułam się niesamowicie szczęśliwa jak nigdy dotąd. Nic innego w tej chwili się nie liczyło. Usłyszeliśmy gwizdy i okrzyki naszych przyjaciół. 
-To teraz wszyscy robimy wielkiego przytulasa-zawołał Marc.
Spojrzałam na Leo, a ten na mnie i już po chwili wszyscy się do nas przytulili. Nie mogłam oddychać i powstrzymać śmiechu. To na prawdę są istne wariaty. Kiedy się odkleili od nas pierwsze co zrobiłam to uderzyłam z łokcia w brzuch Bartrę.
-To za te twoje wspaniałomyślne pomysły-powiedziałam.
-Też cię kocham-odpowiedział.
Do mikrofonu podeszła Shak i poprosiła o ciszę. Stałam wtulona w Leo i wyczekiwaliśmy słów naszej przyjaciółki.
-Ja i Gerard pragniemy podziękować wam za przybycie i wspólne świętowanie razem zwycięstwa. Przede wszystkim pogratulujmy Lio i Miu oraz Daniemu i Ari. Na pewno będziecie ze sobą szczęśliwi. Impreza była przewidziana do 2:00, ale skoro tak dobrze nam idzie to bawimy się aż do upadłego. Jeszcze jedno, ale to już nalegał Gerard żeby to on powiedział, więc oddaję mu głos.
Shak oddała mikrofon Geriemu i teraz to on przemawiał.
-Więc jak dobrze wiecie nie dawno oświadczyłem się mojej ukochanej. Ślubu nie było w planach tak szybko, ale jednak. Zapraszamy wszystkich tutaj zebranych na nasz ślub, który odbędzie się za miesiąc 12. 
Wszyscy zaczęliśmy klaskać i krzyczeć Pique!Shakira! 
-Ok, ok a teraz bawmy się-zawołał Pique po czym Dani włączył muzykę i wszyscy zaczęli tańczyć. Przetańczyłam całą imprezę z moim hmm... chłopakiem. Byłam taka szczęśliwa mogąc tak powiedzieć o Leo. Ari cały czas tańczyła z Danim. Nie dziwne w końcu też są razem. Chłopaki za dużo wypili, bo już zaczynało im powoli odbijać. Najbardziej pijany był Ney, Bartra, Iniesta i Xavi, którzy w tym momencie śpiewali "Waka waka" i tańczyli. Reszta też już zaczynała być pijana. Trzeźwy tylko został Gerard, Dani i Leo. Po następnej godzinie niektórzy już wychodzili do swoich domów, a inni zasypiali gdzie popadło. Podszedł do mnie Lio i zaczął całować. 
-Jedziemy do mnie?-zapytał.
-Z miłą chęcią. Dam tylko znać mojej siostrze.
-Już dawno ich tu nie ma-zaśmiał się.
-To napiszę jej tylko sms-a, że nie wrócę do domu na noc, chociaż ona pewnie też nie.
Pożegnaliśmy się i opuściliśmy willę naszych zakochańców. Po 15 minutach dotarliśmy do domu Leo. Otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Wszędzie panowała ciemność. Odnaleźliśmy swoje usta i złączyliśmy je ponownie w pocałunku. Leo mnie wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Stało się to co musiało, ale byłam pewna że żadne z nas tego nie żałuje.
*Następnego dnia, Ari*
Obudziłam się i zauważyłam, że nie jestem u siebie. Odwróciłam się i ujrzałam śpiącego jeszcze Alvesa. Na ten widok się uśmiechnęłam. Spał tak słodko, że postanowiłam go nie budzić. Poszłam do kuchni i zrobiłam nam śniadanie. Po chwili przyszedł Dani z zaspanymi oczami i szerokim uśmiechem. Przywitał się ze mną całując mnie i usiadł grzecznie przy stole. Kiedy śniadanie było już gotowe i zaczęliśmy jeść zadzwonił mi telefon.
-Halo?
-Cześć Ari, mam nadzieję, że nie przeszkadzam ale to bardzo ważna sprawa.
-Nie Shak nie przeszkadzasz, co się stało?
-Zbieraj się szybko i przyjeżdżaj do nas z Alvesem.
-Ale po co?
-Oj no jak przyjedziecie to się dowiecie.
Rozłączyła się. Nie wiem o co jej chodzi, może coś się stało?
-Co chciała Shak?-zapytał Dani.
-Żebyśmy szybko do nich przyjechali.
-Ok, to w takim razie jedziemy.
Dokończyliśmy szybko śniadanie i ruszyliśmy w drogę.
*Miu*
Wstałam i ujrzałam Leo. Tak słodko wygląda jak śpi. Ucałowałam go lekko w policzek i poszłam się ogarnąć do łazienki. On tylko coś mruczał pod nosem, ale dalej spał. Ubrałam jego koszulę, umyłam się i związałam włosy w koka. Potem poszłam zrobić nam coś do jedzenia. Postanowiłam zrobić naleśniki. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula i całuje w szyję. Odwróciłam się i zobaczyłam zaspanego Leo. Pocałowałam go i wyminęłam, aby dokończyć śniadanie. Kiedy kończyliśmy jeść, dostałam sms-a od Shak żebyśmy szybko do niej przyjechali. Nie wiem o co chodzi, ale ubraliśmy się w błyskawicznym tempie i pojechaliśmy.
*W domu Shakiry i Gerarda, Shakira*
Zeszłam z Milankiem na rękach, który dopiero co wstał. Ujrzałam w salonie siedzących Ari, Miu, Leo i Daniego. Przywitałam się z nimi i usiadłam na przeciwko nich z Milanem. Zauważyłam, że patrzą na mnie zaniepokojonym wzrokiem. Uśmiechnęłam się i powiedziałam
-Pewnie chcecie wiedzieć, dlaczego was tu ściągnęłam.
-Tak-zawołali wszyscy razem.
-Otóż tak Miu i Ari jedziemy do salonu sukien ślubnych, żeby wybrać moją sukienkę i wasze.
-Jak to nasze?-zapytała Ari
-Ach no tak na razie wybierzemy wam suknię dla druhen, ale wy też zaczynajcie się rozglądać po sukniach ślubnych. (Nie mogłam powstrzymać śmiechu ich miny były bezcenne).
-Dla druhen?-tym razem głos zabrała Miu.
-Tak ty i Leo jesteście moimi świadkami, a Ari i Dani są świadkami od Gerarda.
W tym momencie do pokoju wszedł Pique i usiadł obok mnie.
-A Leo i Dani pojadą wybrać garnitur dla Gerarda-dokończyłam.
Oni tylko spojrzeli po sobie i mi przytaknęli. Po chwili byłam już w drodze z dziewczynami do salonu. Przejrzałyśmy z dziewczynami katalog z sukniami chyba już setny raz i w końcu wybrałyśmy tą
(Suknia ślubna Shakiry)
(Sukienka dla Miu)
(Sukienka dla Ari)
Miałyśmy już wszystko wybrane, więc pojechałyśmy zawieść nasz zakup do mnie do domu.
*Gerard*
Kompletnie nie wiemy z chłopkami co mamy wybrać. 
-Mam-krzyknął Leo. 
Pokazał mi jeden z garniturów i poszedłem przymierzyć. Moim zdaniem był idealny od razu go kupiłem i poszliśmy z chłopakami do samochodu.
(A oto Gerard w garniturze)
Byliśmy wykończeni, zakupy to nie zadanie dla nas. Kiedy dotarliśmy do domu dziewczyny już tam były i czekały na nas z obiadem. Nasi przyjaciele zostali u nas i zjedli z nami.
 Wiem, wiem tym razem rozdział na prawdę beznadziejny, ale nic innego nie przyszło mi do głowy. Więc proszę wybaczcie mi. Następny jutro i zapraszam do komentowania ;)






czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 6

Ok, w takim razie zapraszam do czytania już szóstego rozdziału i Pozdrawiam :*
*Ari*
Spacerowałam z Danim jeszcze dwie kolejne godziny. On jest na prawdę niesamowity. Cieszę się, że jesteśmy razem. Było już późno, więc Dani mnie odwiózł. Żegnając się z nim pocałowaliśmy się jeszcze raz i życzyliśmy sobie dobrej nocy. Weszłam do domu i pierwsze co przykuło moją uwagę to włączony telewizor w salonie. Poszłam w tą stronę i ujrzałam Leo i Miu. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że spali w siebie wtuleni. Uśmiechnęłam się na ten widok od ucha do ucha i zrobiłam im zdjęcie na pamiątkę. Spali tak słodko, więc postanowiłam ich nie budzić. Okryłam ich kocem i sama poszłam na górę do swojego pokoju. Umyłam się, przebrałam i odpłynęłam.
*Następnego dnia, Leo*
Obudziłem się i pierwsze co zobaczyłem to wtuloną we mnie śpiącą jeszcze Miu. Powoli uwolniłem się z jej uścisku, przykryłem ją kocem, pocałowałem w czoło i poszedłem do kuchni, aby się czegoś napić. Tam ujrzałem promieniującą Ari.
-Tu macie kanapki, chociaż ten śpioch na pewno jeszcze śpi-powiedziała.
-Tak masz rację Miu jeszcze śpi i dziękuje za zrobienie nam śniadania.
-Nie ma za co, mogę cię o coś zapytać?
-Jasne.
-Więc jak to się stało, że spaliście tak słodko do siebie wtuleni?-Ari pokazała mi zdjęcie, które musiała zrobić mi i Miu jak spaliśmy.
-Już ci tłumaczę-uśmiechnąłem się na widok tego zdjęcia, ale kiedy przypomniałem sobie o Nacho mój humor momentalnie zamienił się ze szczęścia na złość.
-Stało się coś?-zapytała przerażona moją miną Ari.
-Nie to znaczy tak.
-Co? Mów szybko, zanim oszaleję.
Opowiedziałem jej o wczorajszych wydarzeniach. Ari słuchałam mnie bardzo uważnie i mi nie przerywała. Kiedy skończyłem swoją wypowiedź nastała cisza, którą po chwili przerwała siostra Miu.
-Boję się, że on jej coś zrobi. Nacho jest zdolny do wszystkiego.
-Spokojnie, mam pewien pomysł.
-Jaki?
-Po prostu nie możemy zostawiać Miu samej. Jeżeli ty będziesz musiała gdzieś wyjść to w tym czasie ja mogę jej popilnować. Zawsze jest też Shakira, Dani i Gerard. Po za tym kto mądry zadzierałby z jedenastką piłkarzy?
-Nie wiem Leo, ale bardzo ci dziękuje za to co zrobiłeś dla Miu. Ja byłam na spotkaniu z Alvesem i niczego takiego bym nie przewidziała.
-Nie ma za co dziękować, po prostu zjawiłem się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej godzinie. A teraz opowiedz jak poszło ci z naszym wariatem.
-Leo co ja mam ci mówić, na pewno sam ci powie. 
-Ok dobra to cię nie męczę, dziękuje jeszcze raz za śniadanie. Lecę na trening, dziś gramy mecz z Atletico i wiem, że ty i Miu będziecie na nim. Więc do zobaczenia i jak nasz śpioszek wstanie to ją ode mnie przywitaj.
-Ok papa.
*Shakira*
Wstałam i zauważyłam, że nie spałam w mojej wspólnej sypialni z Gerardem tylko na kanapie w pokoju Milana razem z nim. Powoli się odsunęłam od niego, żeby go nie obudzić i zeszłam na dół do kuchni. Tam był już mój przyszły mąż zajadający się jajecznicą. Przywitał się ze mną i nałożył mi moją porcję na talerz. Podczas kiedy ja jadłam, on oglądał coś na laptopie. Zawołał mnie i pokazał mi to zdjęcie
Na zdjęciach na prawdę wyglądamy na szczęśliwą rodzinę i tak jest też w rzeczywistości. Jesteśmy ze sobą już dość długo, a wciąż darzymy siebie takim samym uczuciem jak na początku. Milan to owoc naszej miłości, który jeszcze bardziej nas do siebie zbliżył. Ucałowałam go i powiedziałam.
-Romantyku to zdjęcie jest wspaniałe, ale zaraz spóźnisz się na trening.
-Co?-krzyknął Hiszpan po czym szybko się ubrał, wziął torbę treningową i wyszedł. Oczywiście przed wyjściem ucałował jeszcze mnie i śpiącego Milana. Nie miałam co robić, więc zadzwoniłam do dziewczyn.
-Cześć Shak, co tam?
-Geri właśnie pojechał na trening, a ja zostałam sama z Milanem.
-Jak chcesz, możesz do nas wpaść.
-Ok to super, będę u was za 15 minut.
Obudziłam Milanka i powiedziałam, że jedziemy do cioci Ari i Miu. On na te słowa zaczął skakać ze szczęścia i po chwili był już gotowy do wyjścia. Wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i wyszłam z domu. Po 15 minutach zapukałam do domu moich przyjaciółek. Otworzyła nam Ari promiennie się uśmiechając. Milan jak zwykle poszedł oglądać kreskówki, ja weszłam za Ari do kuchni.
-A gdzie Miu?
-Przebiera się, zaraz zejdzie. Wiesz musisz coś zobaczyć. Ari pokazała mi zdjęcie Leo i Miu którzy spali razem słodko do siebie wtuleni. Jakie to było słodkie. Po chwili zeszła do nas wcześniej wymieniona z tymi słowami.
-Ari patrz co twój chłopak wstawił na Fb-powiedziała.
Przywitała się ze mną i z Milankiem po czym pokazała nam to zdjęcie
Podpis pod zdjęciem "Wariaty wszędzie wariaty"
-Ale chwila to zdjęcie przecież wstawił Dani to znaczy, że ty i on jesteście razem-wskazałam na Ari.
Ona tylko mi przytaknęła, a ja jej zaczęłam gratulować.
-To wspaniale, teraz tylko czekać na ciebie i Leo-spojrzałam na Miu.
-Kolejna co wy sobie wyobrażacie?
-Ojej to przecież widać na kilometr, że coś was do siebie przyciąga. Odpowiedz szczerze zakochałaś się?
Miu tylko pokręciła głową na moje pytanie i nie miała zamiaru odpowiedzieć, ale kiedy zauważyła że ja i jej siostra nie damy jej spokoju odpowiedziała.
-Tak zakochałam się w nim, lepiej już wam jak wiecie?-zawołała. 
Przytuliłyśmy ją i stwierdziłyśmy, że za niedługo pojawi się druga nowa para. Jednak jedno nie dawało mi spokoju i musiałam o to zapytać Miu.
-Miu a tak w ogóle to czemu tu spał dzisiaj z tobą Messi?
Ari i Miu na siebie spojrzały, a później na mnie. Ich miny były przerażające.
-Coś nie tak?-zapytałam.
Westchnęły lekko i opowiedziały mi wszystko. Jak zakończyły to myślałam, że to jeden wielki żart. Ale były zbyt poważne. Miu miała łzy w oczach więc ja i Ari ją od razu przytuliłyśmy. Postanowiłyśmy pojechać znów do centrum handlowego, żeby o tym nie myśleć. Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy w drogę. Milan był szczęśliwy, ponieważ obiecałam mu kupić jakąś zabawkę. Kiedy byłyśmy na miejscu weszłyśmy do centrum i zaczęłyśmy się rozglądać po naszych ulubionych sklepach.
*Leo*
Trening zleciał w świetnej atmosferze. Dowiedzieliśmy się, że nasz "Tancerz" jest z Ari. Gratulowaliśmy mu i cały czas go zaczepialiśmy. Byliśmy niesamowicie zakręceni i gotowi na mecz z mistrzami Hiszpanii. Siedzieliśmy teraz w szatni i czekaliśmy na trenera. Podał skład (jak zawsze dość późno). Ale można się przyzwyczaić. Wróciliśmy do treningu po 20 minutach. W końcu trening był przewidziany na cały dzień. Była godzina 19:30, więc tylko ostatni raz poćwiczyliśmy podania i na rozgrzewkę przebiegliśmy 15 kółek. Kiedy skończyliśmy była już 20. Wróciliśmy do szatni i zaczęliśmy szykować się do meczu.
*Miu*
Chodziłyśmy po centrum handlowym chyba z pięć godzin. Nogi mi już odpadały. Wróciłyśmy do domu o godzinie 20 i poszłyśmy się szykować na mecz. Shakira ma na nas czekać przed wejściem o 20:40. Po meczu idziemy na imprezę do Gerarda i Shakiry. Byłyśmy gotowe z Ari o 20:20 i już wychodziłyśmy z domu. Ja miałam koszulkę z numerem "10", a Ari z numerem "22". (Raczej nie muszę pisać do kogo należą te numerki). Tak jak się umawiałyśmy Shak już na nas czekała. Udałyśmy się na nasze miejsca do strefy VIP i czekałyśmy na rozpoczęcie się meczu. Nagle rozbrzmiał hymn i na boisko wyszli nasi wspaniali piłkarze. Rozpoczęła się pierwsza połowa w której można było zauważyć, że to Barca kontroluje dzisiejsze spotkanie. W 12 minucie pierwszą bramkę strzelił Neymar przy której asystował mu Suarez. Długo nie trzeba było czekać na następny punkt dla Barcy, ponieważ już w 35 minucie strzelił właśnie Suarez z genialnej asysty nikogo innego jak wspaniałego Leo Messiego. Zakończyła się pierwsza połowa. Było trochę krwi i dużo niebezpiecznych fauli ze strony Atletico, ale w każdym razie to FCB królowała w tym spotkaniu. Po przerwie rozpoczęła się druga połowa. Leciało co raz więcej fauli i piłkarze byli już trochę zdenerwowani. Ale mimo wszystko się nie poddawali. Leo postanowił zabrać piłkę z pod nóg przeciwnika, lecz ten po prostu upadł na murawę i najzwyczajniej w świecie symulował. Wszyscy myśleli, że to jakiś żart kiedy za takie coś sędzia podyktował rzut karny. Mandżukić skorzystał z tej okazji i strzelił w 57 minucie spotkania gola. Leo był wściekły (reszta drużyny również). Teraz już leciały żółte kartki nawet dla naszych no i oczywiście Leo też dostał jedną. Zbliżał się koniec meczu, ale wynik końcowy to nie 2:1 tylko 3:1 dla Barcy. Kto strzelił? Oczywiście, że Lionel Messi. Kibice na Camp Nou oszaleli, Leo wskazał na mnie palcem i wysłał mi buziaka. Nie mogłam w to uwierzyć, zadedykował mi gola. Byłam w siódmym niebie. Po meczu udaliśmy się do willi przyszłego małżeństwa. Wszyscy mieli świetne humory i nastroje do imprezowania. Zobaczyłam wsród naszych przyjaciół Leo i do  niego podbiegłam.
-Dziękuje i gratuluję Lio-krzyknęłam mu do ucha i pocałowałam go w policzek.
On mnie mocno przytulił i poprosił mnie do tańca, zanim weszliśmy na parkiet on jeszcze mrugnął porozumiewawczo do Alvesa. O co mogło im chodzić?
Więc to już szósty rozdział i to już zakończony. Następny tak jak zawsze pojawi się jutro. Zapraszam do komentowania i macie tu szczęśliwą Shak ;)