Więc mamy już "10". Starałam się, aby dzisiejszy rozdział był dłuższy i sądzę, że mi się udało. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
Jechałam z Gerardem do szpitala. Pędził tak szybko, że złamał chyba wszystkie przepisy drogowe. Ari i Shaki z Milanem zostali w domu. Natomiast Dani od razu ruszył w kierunku szpitalu po moim telefonie. Cały czas płakałam i nie mogłam się uspokoić. Dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy szybko do szpitala i liczyło się tylko to, żeby jak najszybciej odnaleźć salę gdzie leży Leo. Podeszliśmy do recepcji.
-Gdzie leży Leo Messi?-zapytał Geri (ja nie byłam w stanie mówić).
-Sala numer 27-odpowiedziała zaskoczona recepcjonistka.
Pobiegliśmy szybko w kierunku sali i kiedy już dotarliśmy zauważyliśmy Alvesa siedzącego na krześle.
-Wiesz już coś?-zapytałam wciąż zapłakana.
-Nie-odpowiedział.
Kiedy na mnie spojrzał dostrzegłam, że też miał łzy w oczach. Po chwili zawołał nas lekarz.
-Wy pewnie do pana Messiego-powiedział.
-Tak-odpowiedział szybko Gerard.
Więc może zacznę od początku nazywam się Ryan Luiz i to ja zajmuję się Leo Messim.
-Może pan przejść do rzeczy?-zapytałam zdenerwowana.
Lekarz tylko na mnie spojrzał zaskoczony i zaczął mówić
-Pan Messi miał wypadek. A właściwie ktoś umyślnie chciał wyrządzić mu krzywdę. Kiedy pan Messi ruszył na zielonym świetle jakieś auto celowo w niego wjechało po czym sprawca uciekł. Właśnie przeszedł operację podczas której w pewnym momencie przestało pracować serce, jednak udało się go uratować. Stracił bardzo wiele krwi. Miał bardzo dużą ranę w brzuchu wyrządzoną przez odłamki szkła. Na szczęście krwotok udało się w porę zatrzymać. Teraz leży nie przytomny, a właściwie w śpiączce.
Na te słowa zaniosłam się płaczem. Gerard od razu mnie przytulił. Ale jemu też nie było łatwo zarówno on jak i Dani też płakali. Uspokoiłam się po chwili, aby dokończyć rozmowę z lekarzem.
-Jest szansa, że się wybudzi?
-Tak jest słaby, ale jego organizm walczy co można było dostrzec podczas operacji.
-Czy oprócz rany na brzuchu, jest jeszcze coś?
-Parę siniaków i zadrapań na twarzy po za tym nie ma nic.
-Czy kiedy się wybudzi jest jakaś szansa, aby mógł jeszcze wejść na boisko?
-Jeśli się wybudzi to tak. Przed nim terapia, ale będzie mógł grać.
-Kiedy powinien się wybudzić?
-W każdej chwili może to potrwać parę godzin, dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat.
Na te słowa znów wyleciały łzy z moich oczu, ale musiałam być silna dla Leo i dla naszego dziecka, które noszę pod sercem.
-Czy mogę go zobaczyć?
-Oczywiście, jednak myślałem że wolałaby pani najpierw porozmawiać z policjantami. Czekają u mnie w gabinecie.
-Miu idź do Leo. Ja i Dani pójdziemy do policjantów-powiedział Gerard.
Słabo się do niego uśmiechnęłam i mu podziękowałam.
-Geri zaczekaj, daj znać jeszcze Shakirze i Ari.
-Dobrze-odpowiedział.
Weszłam po cichu do sali i ujrzałam mojego ukochanego podłączonego do jakiś urządzeń. Był nieprzytomny. No tak, przecież jest w śpiączce. Podeszłam niepewnie do jego łóżka i usiadłam na krześle obok. Złapałam jego rękę i najzwyczajniej w świecie znów zaniosłam się płaczem.
-Leo obudź się, przecież ja nie potrafię bez ciebie żyć.
Odpowiedziała mi głucha cisza. Wzięłam jego dłoń i położyłam ją sobie na brzuchu. Uśmiechnęłam się przez łzy i powiedziałam
-Będziemy mieć dziecko.
Po tych słowach przytuliłam się do niego i sama nie wiem kiedy zasnęłam.
*Po kilku godzinach*
-Hej, obudź się.
Podniosłam się szybko i ujrzałam pochylającą się nade mną moją siostrę i Shakirę.
-Może już lepiej pojedziesz do domu co? Gerard cię odwiezie, a Ari, ja i Dani zostaniemy przy Leo. Jeśli coś się będzie działo to do ciebie zadzwonimy-powiedziała Shaki po czym blado się uśmiechnęła.
-Nie jestem pewna.
-Musisz odpocząć, zrób to dla dziecka i Leo-tym razem głos zabrała moja siostra.
-Ok.
Pocałowałam Leo ostatni raz w czoło i wyszłam z sali. Tam już na mnie czekał Geri, więc podeszłam do niego i ruszyliśmy w stronę domu Lio.
-Wiesz czyja to sprawka?-zapytałam i ledwo co powstrzymałam się od kolejnych łez.
-Tak, ale nie myśl teraz o tym.
-Geri powiedz mi, chcę wiedzieć.
-To był Nacho-spojrzał na mnie niepewnie.
Pokiwałam tylko głową i zadałam kolejne pytanie.
-Złapali go już?
-Tak.
-To dobrze.
Byliśmy już na miejscu, pożegnałam się z Gerim i ostatni raz upewniłam go, że dam sobie radę. Weszłam do domu i pierwsze co zrobiłam to osunęłam się po drzwiach i znów zaczęłam płakać.
Siedziałam tak z dobre 20 minut po czym wstałam i od razu położyłam się do łóżka. Nie przyszło mi to łatwo, ale w końcu zasnęłam.
*Następny dzień, Miu*
Wstałam koło godziny 11. Pierwsze co zrobiłam to odwróciłam się w drugą stronę i tak bardzo pragnęłam tam zobaczyć jeszcze śpiącego Leo. Myślałam, że to wszystko to tylko zły sen, ale nie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i niechętnie wstałam, żeby je otworzyć. To była Ari i Shaki. Weszły i bez słów mnie przytuliły. Zrobiłyśmy śniadanie i zjadłyśmy. O godzinie 12 usiadłyśmy przed telewizor, ponieważ Barca gra dziś mecz. Niestety nie zagra Leo (z wiadomych przyczyn). Chłopaki byli smutni i było widać, że każdy z nich tęskni za Leo. Przed meczem Xavi wziął mikrofon i stanął na środku boiska. Camp Nou ucichło i słuchało co kapitan Blaugrany ma do powiedzenia.
-Jak zauważyliście nie ma tu z nami dzisiaj Leo Messiego. Miał on wypadek i nie zagra.
Kibice zaczęli płakać i czekali tylko na dalsze słowa Xaviego.
-Ale przysięgamy, że wygramy ten mecz dla niego.
Wszyscy krzyczeli "Messi". Przeciwko komu dziś grała Duma Katalonii? Otóż przeciwko swojemu największemu wrogowi Realowi Madryt.
Mecz się zaczął i już w 10 minucie z główki strzelił Pique. Nie cieszył się tylko podbiegł do kamery i podniósł koszulkę. Pod spodem miał drugą na której było to zdjęcie i napis "Leo obudź się"
Zaniosłam się płaczem, ale oglądałam dalej. Kolejny gol należał do Królewskich i w tej chwili był remis. Jak się okazało nie na długo . Tym razem bramkę dla nas strzelił Alves (nie zdarzało się to często). I zrobił coś podobnego do Gerarda tylko, że to było to zdjęcie (napis był taki sam)
Mecz dobiegał końca i wszyscy myśleli, że właśnie końcowy wynik to 2:1 dla Barcy, ale nie. W 89 minucie strzelił Bartra. Miał na koszulce ten sam napis i to zdjęcie
Spojrzałam na Shaki, która się uśmiechnęła i powiedziała.
-Wszyscy mieli dzisiaj takie koszulki, jedyna różnica to zdjęcia.
Pokiwałam jej głową i usłyszałam mój telefon. Szybko go odebrałam.
-Mamy go-powiedział dwa krótkie słowa lekarz Leo.
Rozłączyłam się i momentalnie zaczęłam płakać ze szczęścia.
-Co się stało?-zapytała Shaki.
-Obudził się.
-W takim razie jedziemy do szpitala.
Podczas naszej drogi Ari zadzwoniła do trenera. Ciekawe co teraz dzieję się na boisku (pomyślałam). Byłam taka szczęśliwa, że mój Leo w końcu się obudził.
*Gerard*
Mecz się zakończył naszym zwycięstwem, ale my raczej nie byliśmy z tego zadowoleni. Podszedł do mnie trener z tymi słowami.
-Leo się wybudził ze śpiączki.
Uśmiech wkradł się na moją twarz i nie mogłem dłużej dusić w sobie tego szczęścia. Zacząłem biegać po boisku jak powalony.
-Geri uspokój się, Leo jest w śpiączce a tobie już kompletnie odbija-powiedział do mnie z kwaśną miną Marc.
-Zawołaj tu chłopaków.
-Ale po co?-zdziwił się.
-Zrób to.
-Ok.
Już po chwili wszyscy mnie okrążyli i czekali na to co powiem.
-Leo się wybudził.
Chłopaki się na mnie rzucili i właśnie w tej chwili cała FCB była do siebie wtulona. Bravo podbiegł do kibiców i powiedział im to. Już po chwili można było usłyszeć radosne okrzyki i płacz szczęścia. Graliśmy dziś finał o Puchar Króla co oznaczało, że go wygraliśmy. Wzięliśmy puchar i już po chwili byliśmy wszyscy w drodze naszym autobusem do szpitala do Leo.
To by było na tyle. Dalsza część dzikiego szczęścia jutro. Komentować ;)
.gif)
%2B2.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Popkalam sie. Dobrze, że Leo sie wybudzil. czekam co będzie dalej. Biedna Miu co ona musiała przeżywać. Chłopaki to prawdziwi przyjaciele widzę. Mam nadzieje, że wszystko sie dobrze skończy i pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCzytając ten rozdział po prostu się popłakałam. Miły gest ze strony chłopaków :) Widocznie ich modlitwy zostały wysłuchane. Mam nadzieję, że w końcu wszystko się naprawi ;)
OdpowiedzUsuń