http://leomessi-opowiadanie.blogspot.com/ Pod tym adresem można znaleźć mojego drugiego bloga. Zapraszam do jego czytania i komentowania. Pozdrawiam :*
czwartek, 5 lutego 2015
środa, 4 lutego 2015
Epilog
Wiem, że miałam napisać jeszcze jeden lub dwa rozdziały zanim zakończę tego bloga, ale po prostu nie miałam na nie pomysłu. Nie chciałam, żeby to było napisane z przymusu, bo nic by z tego nie wyszło. Zapraszam do czytania epilogu i Pozdrawiam :*
*Dwa lata później* (Leo i Miu)
Leo odnalazł w końcu prawdziwą miłość o której zawsze marzył, a Miu poczuła w końcu, że jest kochana. Są małżeństwem już dwa lata. Mają synka Thiago i na świat za niedługo ma przyjść dziewczynka, która ma nazywać się Celia. Są szczęśliwi i bardzo się kochają. Nie wyobrażają sobie życia bez siebie.
(Dani i Ari)
Ari jest bardzo szczęśliwa u boku Daniego. Tworzą zgraną i kochającą się parę. Oczywiście jak by mogło być inaczej? Ari spodziewa się dziecka, a Alves z tego powodu jest po prostu w siódmym niebie. Bardzo się kochają i nie wyobrażają sobie by mogło być inaczej. Jednak jedno się nie zmieniło. Jak na wariata przystało Dani wciąż jest imprezowiczem, żartownisiem i barcelońskim "tancerzem".
(Gerard i Shakira)
Wciąż razem i wciąż szczęśliwi. Tworzą dużą zgraną i kochającą się rodzinę. To się już raczej nigdy nie zmieni. Wychowują Milana i nowo-narodzonego synka o imieniu Sacha. Czego im brakuje do szczęścia? Niczego. Są już wystarczająco szczęśliwi.
Tym akcentem kończę tego bloga. Z całego serca pragnę podziękować za miłe komentarze z waszej strony. Jest to pierwszy blog napisany przeze mnie, ale obiecałam, że nie ostatni. Już nawet mam pomysł na kolejny. Po epilogu wstawię informację w której będzie można znaleźć adres następnego opowiadania. Taka informacja pojawi się pojutrze. Jeszcze raz bardzo dziękuje i Pozdrawiam czytelników którzy byli tu od początku do końca ;)
wtorek, 3 lutego 2015
Rozdział 18
Mimo szkoły udało się, jest kolejny rozdział. Niestety w planach mam już tylko około dwa rozdziały i epilog. Jednak myślałam nad tym, aby po zakończeniu tego bloga stworzyć następnego. Mam bardzo dużo pomysłów, ale jeszcze nie jestem pewna czy ktoś chciałby to czytać. Zapraszam do czytania dzisiejszego rozdziału i Pozdrawiam :*
*Miu*
Wstałam niechętnie i zauważyłam, że Leo nie ma obok. Dziwne zawsze wstaje po mnie, a dzisiaj to on wcześniej wstał. Dopiero po chwili zauważyłam karteczkę na stoliku. Wzięłam ją i przeczytałam na głos.
-Nie wstawaj kochanie. Zaraz wrócę.
Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili do sypialni wszedł szczęśliwy Lio z tacą, na której było przygotowane śniadanie.
-Dzień dobry wam śpioszki-powiedział.
Podszedł i położył tackę na szafkę, a sam ucałował najpierw mnie, a później brzuszek. Często całuje lub głaszcze mój brzuch od kiedy się dowiedział, że zostanie ojcem. Widać bardzo się cieszy z tego powodu. Jestem taka szczęśliwa u boku Leo i wiem, że nikt ani nic nam tego szczęścia nie odbierze.
-Jakie plany na dziś?-zapytałam.
-A więc tak. Ja jadę na trening i dziś wrócę trochę później niż zwykle, bo o 16:30, a ty jesteś skazana na zakupy z Ari i Shaki.
-No dobra, a o której?
-Za pół godziny, więc musimy się zbierać.
Po zjedzeniu i szykowaniu się, które zarówno mi jak i Leo zajęło 15 minut, pożegnałam się z nim i on pojechał na trening, a ja czekałam na Shaki i moją siostrę. Nie czekałam długo, bo już po 10 minutach były u mnie. Zamknęłam dom i pojechałyśmy samochodem Shaki do centrum.
*3 godziny później*
Shaki poszła do sklepu NIKE, a Ari do spożywczego, żeby kupić sobie butelkę wody. Ja natomiast udałam się do sklepu z ulubioną marką Leo i moją Tak zgadliście. ADIDAS. Chodziłam i przeglądałam damskie bluzy, kiedy na kogoś wpadłam. Była to kobieta. Niska tak jak ja, więc byłyśmy równego wzrostu. Miała brązowe oczy i bardzo długie włosy w tym samym kolorze.
-Przepraszam nie chciałam-powiedziałam i chciałam odejść.
-Nic się nie stało Miu-odrzekła nieznajoma. Zdziwiło mnie to.
-Czy my się znamy?
-My nie, ale obie znamy Messiego.
-Przepraszam, ale nie bardzo wiem o co ci chodzi. Kim w ogóle jesteś?
-O przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem Antonella Roccuzzo. Przyjaciółka Leo z dzieciństwa. Mieszkaliśmy obok siebie w Rosario i....
-Po co mi to mówisz? Widzę, że nie o to chodzi. Możesz przejść do rzeczy?
-Ok więc masz to i powodzenia.
Dała mi kopertę i odeszła. Chciałam ją otworzyć, ale zaczepiła mnie moja siostra i Shaki.
-Jedziemy do domu. Chłopaki zaraz wrócą.
-Ok.
Po paru minutach drogi pożegnałam się z dziewczynami i weszłam do domu. Usiadłam na kanapie i postanowiłam otworzyć kopertę od tej całej Antonelli. Otworzyłam i moim oczom ukazało się zdjęcie na którym MÓJ narzeczony i ojciec naszego dziecka całuje się z Roccuzzo. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy.
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Kiedy skończyłam położyłam na stole te zdjęcia i wybiegłam zapłakana z domu. Najbliżej miałam do rodziny Pique, więc właśnie tam się udałam. Zapukałam do nich, a drzwi otworzył mi Gerard. Nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie i odebrał mi z rąk torbę.
-Shaki, chodź tu-zawołał.
-Geri nie mam teraz czasu-odpowiedziała piosenkarka.
Musiała usłyszeć mój donośny płacz, bo już po chwili tuliła mnie do siebie. Zaprowadziła mnie do salonu, a Geri poszedł mi zrobić ciepłej herbaty. Kiedy się uspokoiłam to wszystko im opowiedziałam. Głos zabrał obrońca.
-Ale Antonella to była dziewczyna Leo. Zerwał z nią już dawno temu. Roccuzzo go zdradziła i przyznała, że zależało jej tylko na jego pieniądzach. Są dwie opcje albo pan święty Messi cię oszukał za co zginie z moich rąk, a druga to to, że Antonella chciała się zemścić.
-Geri sama nie wiem w co mam wierzyć.
-Odpocznij, rozwiążemy to jutro. Nie możesz się denerwować w twoim obecnym stanie-powiedziała Kolumbijka.
*Leo*
Wszedłem do domu i zawołałem.
-Kochanie jestem!
Nikt mi nie odpowiedział. Miu nigdzie nie było. Po obejściu całego domu wkroczyłem w końcu do salonu. Podszedłem do stołu na którym leżały jakieś zdjęcia. Podniosłem je i wykrzyczałem.
-Kurwa Antonella. Zabiję ją.
Byłem wściekły, wyrzuciłem zdjęcia do kosza i udałem się do domu Pique z nadzieją, że tam właśnie przebywa Miu. Po około 10 minutach, byłem już na miejscu. Zapukałem do drzwi i na widok Gerarda od razu rzuciłem pytanie.
-Jest Miu?
-Tak jest, ale nie wiem czy będzie chciała z tobą rozmawiać-powiedział bardzo poważny.
-Oj Pique nie denerwuj mnie i pozwól mi się wytłumaczyć.
-Więc słucham.
-Nie tobie tylko Miu.
-Messi wpuszczę cię, ale wiedz jedno. Jeśli na prawdę ją skrzywdziłeś to zrobię ci za darmo operację plastyczną. A efekty piękne nie będą.
-Geri dobrze wiesz, że nigdy bym jej nie skrzywdził.
Po tych słowach Hiszpan wpuścił mnie do środka, a ja od razu udałem się do salonu kierując się głosem mojej ukochanej. Siedziała na fotelu i płakała. Kiedy Shaki mnie zobaczyła to powiedziała.
-Ok to wy sobie porozmawiajcie, a ja i Gerard pójdziemy pobawić się z Milanem-po tych słowach wyszła.
Ja niepewnie podszedłem do Miu i uklęknąłem przed nią. Przez dłuższą chwilę pomiędzy nami panowała cisza, którą przerwałem.
-Miu te zdjęcia są nieprawdziwe.
Spojrzała na mnie i najzwyczajniej w świecie mnie przytuliła. Na początku mnie to zdziwiło, ale odwzajemniłem uścisk. Miu się odezwała.
-Leo przepraszam, że od razu uciekłam. Ale kiedy zobaczyłam te zdjęcia to pękło mi serce. Później Gerard opowiedział mi o Antonelli i waszej przeszłości.
-Miu już dobrze. Cieszę się, że wierzysz mi, a nie tej całej Roccuzzo. A tak w ogóle skąd masz te zdjęcia?
-Spotkałam Antonellę dzisiaj w centrum i dała mi te zdjęcia.
-Zabiję, jak mogła chcieć zrujnować nasz związek?
-Leo skończmy ten temat. Wrócimy do domu?
-Tak, chodź.
Przytuliłem ją i w tym momencie do salonu weszła uśmiechnięta Shaki i Gerard.
-Jak dobrze, widzieć was znów szczęśliwych-powiedziała Shaki.
-Zostaniecie na obiad?-tym razem odezwał się Gerard.
-Nie chcemy przeszkadzać-odpowiedziałem.
-Czyli zostajecie-powiedzieli równo.
Już po paru minutach jedliśmy obiad. Cieszyłem się, że Miu mi uwierzyła, a Antonellę mam ochotę za to udusić. Jak mogła wymyślić coś takiego? Czego ona w ogóle ode mnie chce? Mam nadzieję, że zniknie z mojego życia raz na zawsze i już nigdy nie wróci.
Oto koniec dzisiejszego rozdziału, jak pójdzie dobrze to jutro już ostatni i pojutrze epilog. Przywiązałam się do tego bloga, ale nie mogę go prowadzić w nieskończoność, bo w końcu by się wszystkim znudził. Czy powstanie następny blog? Jeśli ktoś będzie chciał czytać to co piszę to tak. A teraz komentować ;)
Aww... Leo <3
poniedziałek, 2 lutego 2015
Rozdział 17
Na początku przepraszam, że dodaję ten rozdział później niż zwykle. Przeszkoda:SZKOŁA! Na szczęście dodaję go dzisiaj bez opóźnienia (nie licząc tej samej godziny co zawsze). Więc zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Dwa miesiące później, Miu*
Jestem już w ósmym miesiącu ciąży, a Leo nie odstępuje mnie na krok. Dziś ślub bierze moja siostra i Dani. Shaki pomaga Ari się przygotować, a Gerard pomaga Daniemu. Dlaczego? Ponieważ się uparli, że chcą bardzo im pomóc. Shaki i Geri są świadkami Daniego, a ja i Leo jesteśmy świadkami mojej siostry. Byłam już ubrana i pozostało mi tylko wyczesanie moich długich blond włosów. Miałam tylko jeden problem, Leo zajmował łazienkę.
-Leo wychodź już. Nie chce mi się wchodzić po tych schodach do drugiej łazienki. Co ty w ogóle tam tak długo robisz?
Otworzył łazienkę i uśmiechnął się od ucha do ucha. Dopiero po chwili zauważyłam, że nie ma na sobie koszuli.
-Leo ubierz w końcu tą koszulę. Na co dzień by mi to nie przeszkadzało, ale dziś moja siostra bierze ślub, a my jesteśmy ich świadkami.
Ten tylko podszedł do mnie i ucałował mnie w policzek.
-Lionelu Messi proszę mnie nie denerwować, bo zaraz sama założę ci tą koszulę.
-W takim razie zaczekam-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Oj no Leoś ubieraj się.
-No dobrze już-odpowiedział i wciągnął koszulę, a zaraz potem marynarkę.
Jak zawsze wyglądał zabójczo przystojnie. Byliśmy już gotowi do wyjścia, więc wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę kościoła.
*Ari*
Strasznie się denerwuję. To właśnie dziś zostanę najszczęśliwszą kobietą na świecie u boku Daniego. Teraz ja i Shaki czekamy jeszcze na moją siostrę i Leo. O już są!
-Miu.
-Już siostra jak ty pięknie wyglądasz-uśmiechnęła się.
-Strasznie się stresuję-powiedziałam.
-Kochanie czym? Przecież wszystko będzie w porządku.
-Dziękuje ci siostro.
-Ależ proszę.
-Dobra jak już wszyscy są to zaczynamy-tym razem powiedziała Shaki.
Pewnie chcecie wiedzieć kto prowadzi mnie do ołtarza? Otóż Xavi. Kapitan Blaugrany, jednej wielkiej i kochającej się rodziny. Rozbrzmiał marsz mendelsona i ruszyłam w kierunku księdza i mojego ukochanego. Uśmiechał się do mnie szeroko. Za mną szła moja siostra i uśmiechnięty od ucha do ucha Leo. Później szła Shaki i Gerard, którzy trzymali za rączki Milanka. W końcu nasza droga się zakończyła. Xavi zanim odszedł, ucałował mnie jeszcze w policzek i podał moją dłoń Daniemu. Czułam się taka szczęśliwa. I pomyśleć, że za dwa miesiące to samo będzie przeżywała moja siostra.
*Po ślubie na sali weselnej, Leo*
Wszyscy się bawili doskonale (zresztą tak jak zawsze). Gerard powiedział, że Shaki ma coś do ogłoszenia. Nasza przyjaciółka podeszła do mikrofonu i poprosiła o ciszę. Kiedy już wszyscy ucichli, wygłosiła swój monolog.
-Jak wiecie jestem z Gerim już pięć lat. Mamy synka i parę miesięcy temu wzięliśmy ślub. Teraz możemy cieszyć się, że z naszych potajemnych planów coś wyszło. Otóż Ari właśnie została szczęśliwą mężatką, a jej szczęściarzem jest Dani. Natomiast Leo i Miu spodziewają się dziecka, a za dwa miesiące oni również biorą ślub. Jednak mam coś jeszcze do ogłoszenia. Ja i Gerard spodziewamy się kolejnego dziecka.
Kiedy Shaki zakończyła swój monolog wszyscy zaczęli gwizdać i klaskać ze szczęścia. Miu i Ari od razu jej pogratulowały. Jak wspaniale jest widzieć całą FCB i najbliższych szczęśliwych. Zauważyłem, że było już dość późno. Miu siedziała już wykończona na krześle. Więc najzwyklej w świecie pożegnaliśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy do domu.
-Kocham cię-usłyszałem głos leżącej już na łóżku Miu.
-Ja ciebie też-odpowiedziałem i usiadłem obok niej.
Zacząłem głaskać ją po głowie. Nawet sobie nie wyobrażacie jaki jestem szczęśliwy, czuje jakbym był w siódmym niebie.
Dobra na dziś to tyle. Kolejny postaram się napisać na jutro, jednak niczego nie mogę obiecać przez szkołę. Ile jeszcze poprowadzę tego bloga? Uwierzcie mi, że sama tego nie wiem. A teraz komentować i łapcie naszych wariatów <3
niedziela, 1 lutego 2015
Rozdział 16
16 rozdział, ale szybko to już minęło. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Ari*
Stoję pod drzwiami domu mojej siostry i Leo. Nikt nie otwiera, a Miu nie odbiera moich telefonów. Coś się musiało stać. Zaczęłam grzebać w torebce i znalazłam klucz do ich domu. Dostałam go na wszelki wypadek. Państwo Pique też mają zapasowy. Weszłam i ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było. Wiem, że Leo jest na treningu ale Miu miała być w domu. Zaczęłam się niepokoić. Ale w sumie co mogło się stać? Nacho jest w więzieniu. Zobaczyłam telefon mojej siostry na blacie kuchennym, czyli już wiem dlaczego nie odbierała. Może pojechała do naszego klubu załatwić parę spraw. Zadzwoniłam do naszej przyjaciółki Doori z klubu Waveya. Po dłuższym oczekiwaniu odebrała.
-Halo?
-Cześć Dorri, mam pytanie?
-O hej Ari, jakie?
-Jest może w klubie Miu?
-Nie nie było i nie ma, a czemu pytasz? Stało się coś?
-Nie tak po prostu. Muszę kończyć, pa.
-Pa.
Skoro Miu nie jest w klubie to gdzie mogła się podziać. Zadzwoniłam do Shaki.
-No cześć Ari co tam?
-Słuchaj widziałaś się dzisiaj z Miu?
-Nie, a czemu.
W tej chwili zaczęłam się na prawdę martwić.
-Nie ma jej w domu, telefon zostawiła, Shaki coś złego się mogło jej stać.
-Słuchaj, ja Geri, Dani i Leo zaraz będziemy. Zaczekaj na nas.
-Dobrze.
*Leo*
Skończyliśmy właśnie trening. Chciałem się pożegnać z Gerim i Danim, ale zatrzymała mnie Shaki.
-Leo zaczekaj.
-Coś się stało?-zapytałem kiedy ujrzałem przerażoną minę Kolumbijki.
-Musimy jechać jak najszybciej do twojego domu.
-Ale po co? A po za tym właśnie tam zmierzałem.
-Chodźcie.
To były jej ostatnie słowa. Potem ja, Geri, Dani i piosenkarka byliśmy już w drodze. Zaparkowała przed moim wspólnym domem z Miu i weszliśmy do środka. Tam na kanapie siedziała zapłakana Ari.
-Co się stało?-krzyknął Dani.
-Miu... nie ma jej. Coś jest nie tak.
Spojrzeliśmy wszyscy po sobie i zaczęliśmy rozważać słowa Ari, nagle zadzwonił mój telefon. szybko go odebrałem.
-Tak słucham?
-Witaj piłkarzyku.
Olśniło mnie, ten głos mogłem wszędzie rozpoznać. To był Nacho.
-Nacho, czego chcesz? Po co dzwonisz do mnie? A po za tym jesteś w więzieniu.
-Wiesz panie Messi z więzienia jest nie trudno uciec z moimi znajomościami. Tak samo nie trudno było porwać twój skarb.
-Miu. Co jej zrobiłeś? Pożałujesz tego.
-Trochę grzeczniej proszę. Mam układ.
-Jaki?
-Miu za twoje pieniądze.
-Jeśli ci je dam wypuścisz Miu?
-Tak, ale warunek jest taki wyślę ci adres i kwotę. Przyjedziesz we wskazane miejsce i zrobimy wymianę. Wszystko ma się odbyć bez policji i twoich przyjaciół. Inaczej Miu nie wróci cała i zdrowa.
Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale on się rozłączył. Ostatnie jego słowa odbijały się w mojej głowie. Rzuciłem telefon na kanapę i na niej usiadłem. Co mogłem zrobić? Załamałem się i zacząłem płakać. Wszyscy na mnie spojrzeli i nie wiedzieli co jest grane.
-Leo mów. Co jest?-zapytał zdenerwowany Gerard.
Otarłem łzy i niepewnie na niego spojrzałem.
Wszystko im opowiedziałem. Wszyscy byli załamani i nie potrafili wydusić nawet słowa. Siedzieliśmy tak w ciszy, kiedy ja dostałem sms-a. Przeczytałem na głos.
-4 miliony, opuszczona fabryka na obrzeżach miasta. Godzina 14 jutro. Bez policji i twoich przyjaciół.
Znów nastała cisza, nikt nawet nie próbował jej przerwać. Nagle Gerard wstał i powiedział.
-Mam plan.
-Jaki?-zapytała Shaki.
-Pamiętacie jak ja, Leo, Dani, Xavi i Iniesta wplątaliśmy się w kłopoty z mafią? Musieliśmy im zapłacić grube pieniądze, żeby dali nam spokój. Wtedy pomógł nam Guardiola i Puyol.
-Tak, ale Pep już nie jest naszym trenerem, a Puyol wyjechał-powiedział zrezygnowany Dani.
-Słuchajcie my też damy sobie radę. Jesteśmy silni. Mam plan, ale do jego wykonania potrzebuję paru naszych przyjaciół. Wchodzicie w to?
-Tak-odpowiedział Ari, Shaki i Dani.
-A ty Leo?-zapytał mnie Geri.
-No dobrze.
*Parę godzin później, Leo*
Od dwóch godzin ja, Dani, Xavi, Iniesta i Bartra omawiamy pomysł Gerarda na uratowanie Miu. Muszę przyznać, że nie był on najgorszy. Skończyliśmy o godzinie 23, pożegnałem się z chłopakami i poszedłem spać. Nie przyszło mi to łatwo. Cały czas myślałem o mojej ukochanej. Oby plan Gerarda wypalił. W końcu zasnąłem.
*Miu*
Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Podejrzewam, że jestem w jakimś opuszczonym budynku. Głowa mnie strasznie bolała, ale kontaktowałam. Usłyszałam czyjeś kroki i już po chwili ujrzałam Nacho.
-O widzę, że księżniczka już wstała.
-Wypuść mnie.
-Wszystko w swoim czasie. Jutro o 14 będziesz wolna i już nigdy się nie spotkamy. O ile twój piłkarzyk nie pokrzyżuje mi planów.
-Czemu to robisz?
-Po pierwsze chcę zemsty, a po drugie uciekłem z więzienia. Szuka mnie policja w Barcelonie. Więc najprostszy sposób to uciec z miasta, a najlepiej z kraju. Twój narzeczony jest gotowy dać za ciebie niezłą sumkę. Za pomocą tych pieniędzy, ucieknę i będę prowadził spokojne życie.
-Nie ujdzie ci to na sucho.
-Jeszcze zobaczymy. Nie denerwuj się tak kochanie, bo dziecku to zaszkodzi.
-Nie mów tak do mnie.
-Oj dobrze skarbeńku.
Wyszedł, a ja byłam kompletnie załamana. Co mogłabym zrobić, usłyszałam rozmowę Nacho z jakimś mężczyzną. To chyba jego wspólnik. Przysłuchałam się do końca.
-Słuchaj Nacho co zrobimy jak już będziemy mieli kasę i oddasz lalunię temu Messiemu.
-A kto powiedział, że ja dotrzymam słowa.
-Co ty kombinujesz?
-Dowiesz się w swoim czasie.
Te słowa mnie zaczęły przerażać. Chciałam coś zrobić, ale byłam bezradna. Jedyne co mi pozostało to czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
*Następny dzień, Leo*
Obudziłem się, wziąłem prysznic i ubrałem się. Zjadłem coś na szybko i pojechałem do domu państwa Pique. Tam byli już wszyscy. Byliśmy zmotywowani i pewni swojego planu. Wybiła godzina 13:30, więc ruszyliśmy w stronę opuszczonej fabryki. Chłopaki zaparkowali trochę dalej i poszli od tyłu tak żeby nikt ich nie zauważył. Ja z pieniędzmi w torbie ruszyłem w kierunku budynku.
-No proszę proszę, a więc mnie posłuchałeś-powiedział Nacho.
-Gdzie jest Miu?
-Najpierw pieniądze-wyjął broń i wycelował we mnie.
Byłem przyparty do muru. Musiałem dać mu pieniądze. Dałem mu torbę i czekałem na jego dalsze wskazówki. Nic nie mówił. Chciał odejść.
-Teraz Miu.
-Wiesz ty miałeś dotrzymywać warunków nie ja.
-Ale umowa była inna.
-Dobrze, więc chodź po swoją ukochaną, ale bez żadnych sztuczek.
Nie odpowiedziałem mu tylko ruszyłem za nim.
*Gerard*
Ja i chłopaki weszliśmy od tyłu. Mieliśmy mało czasu. Musieliśmy odnaleźć Miu. Leo już na pewno załatwił sprawę z Nacho. Nagle podbiegł do mnie Bartra.
-Geri spójrz.
Popatrzyłem tam gdzie kazał mi Marc i ujrzałem jakiegoś faceta z bronią w ręku. Bingo! On na pewno pilnuje Miu. Tylko jak go załatwić. Podeszła do nas reszta chłopaków.
-Xavi, ty i Iniesta pójdziecie tam zrobić trochę hałasu-wskazałem na korytarz po lewej stronie. Kiedy ten facet odejdzie na stosowną odległość od drzwi Dani uderzy go w głowę tą cegłą. Ja i Marc pójdziemy do Miu. Chłopaki musimy działać szybko i sprawnie.
Ani się obejrzałem, a mój plan wypalił.
-Gerard-zawołała Miu na mój widok.
Usłyszeliśmy kroki. To na pewno Nacho i Leo. Bez chwili zastanowienia wziąłem Miu na ręce i uciekłem. Marc miał jeszcze jedno zadanie musiał jakoś załatwić Nacho. Nie wiedziałem do końca co on planuje. Iniesta, Xavi, Dani i ja z Miu na rękach wyszliśmy przed budynek. Teraz zadzwoniliśmy po policję i czekaliśmy na dalszy ciąg wydarzeń.
*Marc*
Leo i ten cały Nacho weszli do pomieszczenia, gdzie była Miu. Bez chwili namysłu poszedłem za nim i zakradłem się. Uderzyłem w głowę Nacho, a ten runął na ziemię. Zdążył tylko nacisnąć spust. Na szczęście trafił w sufit. Usłyszeliśmy policję i po chwili Nacho i jego wspólnik byli już skuci.
-Teraz już na pewno nam nie ucieknie-powiedział policjant.
-To dobrze-odparł Leo.
Ruszyliśmy w kierunku wyjścia z budynku. Leo chciał być już jak najszybciej koło Miu.
*Miu*
Staliśmy tak przed budynkiem. Nagle usłyszałam strzał. Ja i chłopaki się przestraszyliśmy. Chcieliśmy tam jak najszybciej pobiec, ale zatrzymali nas policjanci którzy akurat przyjechali.
Czekaliśmy tak i nie wiedzieliśmy co się dzieje. Po chwili z budynku wyszedł Leo i Marc. Szybko podbiegłam do mojego ukochanego i się do niego wtuliłam. Potem wyszli policjanci ze skutymi dwoma mężczyznami. Jeden Nacho, a drugi to najwyraźniej jego wspólnik. Wsiedliśmy do samochodów i ruszyliśmy do domu. W końcu mogłam odetchnąć z ulgą i przestać myśleć o tym co złego może się wydarzyć. Weszłam do domu i znalazłam się w uściskach mojej siostry i Shaki. Oczywiście Milan też był szczęśliwy, kiedy mnie zobaczył. Przyjaciele przesiedzieli u nas do godziny 23:30. Kiedy już pojechali ja zasnęłam. Poczułam jak Leo bierze mnie na ręce. Położył mnie na łóżku i pocałował w czoło i brzuszek. To ostatnie co pamiętam z tego dnia, ponieważ kiedy poczułam bliskość Leo to wiedziałam, że jestem bezpieczna i poszłam spać.
Czy wam się spodoba nie wiem. Mi się nie podoba ten rozdział, ale moja wena nic innego nie potrafiła "wymyślić". Następny pojawi się może jutro. Będę się starała, aby tak było. Komentować ;)
Po prostu ubóstwiam tego gifa z Kunem. Jest cudowny <3
sobota, 31 stycznia 2015
Rozdział 15
Ten blog miał mieć 15 rozdziałów + epilog, jednak będę pisała go dalej. Po pierwsze nie potrafię się z nim tak łatwo rozstać, a po drugie mam na niego wciąż pomysły. Ile będę jeszcze go pisała? Nie wiem. Na pewno tak długo aż skończą mi się na niego pomysły. Rozdziały wstawiałam codziennie, ponieważ miałam ferie zimowe i wolne od szkoły. Jak będzie kiedy wrócę do szkoły? Tego też nie wiem, ale jedno jest pewne bloga będę prowadziła dalej. A teraz zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
Właśnie jedziemy do naszego domu. Jesteśmy już w Barcelonie. Dokładnie jest godzina 17:30, powrót planowaliśmy na 18. Co oznacza, że wrócimy do domu wcześniej o całe pół godziny. W samolocie jak zwykle spałam, więc teraz nie jestem senna nawet po podróży. Leo też raczej nie. Mieliśmy w planach jechać do Shaki i Geriego, ale najpierw pojedziemy do domu z torbami i może coś przekąsić.
-Halo kochanie. Wysiadamy już jesteśmy pod domem-pomachał mi dłonią przed twarzą Lio.
-Przepraszam zamyśliłam się.
-A nad czym tak rozmyślałaś?
-A tak ogólnie nad naszymi przyjaciółmi.
-Wiesz myślisz, że oni coś planują?-zapytał.
-Nie wiem, ale nie dzwonili, nie pisali. Może zapomnieli, że dzisiaj wracamy.
-O tym na pewno by nie zapomnieli.
Wysiedliśmy z samochodu i Leo wziął torby. Kiedy dotarliśmy do drzwi, Leo je szybko otworzył i po chwili byliśmy już w środku. Wszędzie panowała ciemność. Weszliśmy do salonu i....
-Niespodzianka!!!-wykrzyczeli nasi przyjaciele.
Tego się kompletnie nie spodziewałam. Wiedziałam, że coś mogą planować ale taką imprezę? Przywitałam się ze wszystkimi i już po chwili w domu rozbrzmiewała muzyka i wszyscy zaczęli imprezować. Nawet trener dziś bawił się z nami. Musiałam chwilę odetchnąć świeżym powietrzem, więc wyszłam na balkon.
-Hej, a ty chodź do nas-usłyszałam głos Shaki.
-Za chwilę, chciałam pooddychać świeżym powietrzem.
-Ok to posiedzimy tu razem-szeroko się uśmiechnęła.
-Shaki, a masz już prezent dla Geriego?
-Tak-odpowiedziała dumnie, moja przyjaciółka.
-A co takiego?
-To będzie ogromny obraz z tymi zdjęciami co ci pokazywałam.
-Ojej świetny pomysł-przytuliłam ją.
-Hej wszędzie was szukamy, chodźcie do nas-zawołał już troszeczkę podpity Rakitić.
Weszłyśmy do środka i znów zaczęło się imprezowanie z tymi "wariatami". Z nimi nie można się nudzić. Cieszę się, że ich poznałam, a zwłaszcza Leo.
-Mogę prosić do tańca?-zapytał mój ukochany.
-Zawsze.
Po chwili tańczyliśmy już do siebie wtuleni, jednak nie na długo. Chłopaki wymyślili zawody trochę dziwne, ale co u nich jest normalne? Polegały one na tym, aby każdy po kolei ogłosił jakieś najlepsze wspomnienie związane z naszym towarzystwem. Nie wiem dokładnie za co karano, ale wiem że karą było wrzucenie do basenu. Jako pierwszy został wylosowany nie kto inny jak trener Blaugrany. Chwilę się zastanowił po czym podszedł do mikrofonu i przemówił.
-Hmm... najlepsze wspomnienie z wami. To trudne. Wszystkie chwile z FCB są najlepszymi wspomnieniami. Codziennie zaskakujecie mnie swoimi dziwnymi pomysłami. Czasami są one na prawdę zwariowane zwłaszcza kiedy Gerard kradnie spodnie Alvesowi, lub jak Leo i Ney kradną buty innym. Myślę, że najlepsze wspomnienie z wami to lot samolotem, gdzie po wygranym meczu upiliście się jak nastolatki. Wszędzie was było pełno w samolocie. Śpiewaliście i tańczyliście (nawet jeśli było mało miejsca). Nigdy nie zapomnę jak wtedy upity Gerard myślał, że jest na koncercie swojej żony i zaczął się drzeć Shakira! Shakira! Kochanie! i przytulać fotel. To było na prawdę świetne.
Kiedy zakończył oddał mikrofon następnemu. Kto się nim okazał? Nie kto inny jak nasz szalony Alves. Zaczął swoją przemowę.
-To w ogóle jakieś wspomnienie z wami nie jest najlepsze? Wszystkie są najlepsze. Jesteśmy jedną wielką rodziną i wierzę w to, że za parę lat jak będziemy mieli wszyscy swoje rodziny to i tak spotkamy się na Camp Nou i będziemy tak samo szczęśliwi jak teraz. Visca el Barca! One Big Family!
Zawołał i tak na tej zabawie zleciała reszta imprezy. W końcu się okazało, że każdy chociaż raz wylądował w basenie. Najwięcej razy lądował w nim Gerard.
*Następny dzień, Leo*
Wstałem i od razu złapałem się za głowę. Spojrzałem na zegar i przypomniałem sobie o dzisiejszym treningu. W sumie nie musiałem się śpieszyć, bo Enrique też był na imprezie. Więc na pewno nas zrozumie, ale z drugiej strony on nie pił za wiele. Niechętnie podreptałem do łazienki i wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zszedłem na dół, gdzie czekała na mnie Miu z kanapkami.
-Dzień dobry kochanie, cześć malutki-pocałowałem ją i brzuszek.
-Pamiętaj, to może być dziewczynka-zaśmiała się Miu.
Usiadłem i już po chwili zjadłem śniadanie.
-Spóźnisz się zaraz na trening-przypomniała mi Miu.
-A ty nie idziesz?
-Nie nie ja dzisiaj zostaję w domu, a po za tym o 13 jestem umówiona z siostrą.
-A ok.
Ucałowałem ją na pożegnanie i ruszyłem do samochodu, później w stronę stadionu.
*Miu*
Usiadłam na kanapie i zaczęłam się zastanawiać co ja mam robić do tej 13. Usłyszałam pukanie do drzwi. Może Leo czegoś zapomniał, poszłam otworzyć. To co zobaczyłam było przerażające. Stałam tak w bez ruchu i nie mogłam z siebie wykrztusić ani słowa.
-Cześć, widzę że się mnie nie spodziewałaś.
-Czego chcesz?-zapytałam przerażona.
-Wiesz najpierw chciałem ciebie, później zemsty, a teraz zemsty i pieniędzy twojego piłkarzyka.
-Ani się waż tak o nim mówić.
-Oj nie bądź taka ostra. Myślę, że zapłaci on za ciebie każdą cenę.
Po tych słowach uderzył mnie w głowę i już nic nie byłam w stanie zrobić. Straciłam przytomność, jednak wyczułam że wziął mnie na ręce i zaprowadził do jakiegoś samochodu.
Dobra to na tyle. Czekanie do jutra może być męczące. Powiem tylko tyle, że to Nacho uciekł z więzienia, na resztę wydarzeń musicie niestety zaczekać.
Komentować i macie tu gif, ponieważ dziś nie było nawet zdjęcia ;)
piątek, 30 stycznia 2015
Rozdział 14
Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Ari*
Obudziłam się i od razu ogarnęłam. Po wykonaniu tak jak zawsze porannej toalety i ubraniu się, zeszłam na dół do kuchni. Zastanawiałam się co dziś zrobić na śniadanie. Dani jeszcze śpi, ale uwielbia naleśniki, więc zrobię mu niespodziankę. Kiedy już kończyłam do kuchni wparował tanecznym krokiem Alves.
-Coś mi tu pachnie. O naleśniki!!!
-Tak siadaj i jedz głodomorze.
Zjedliśmy w ciszy i później pozmywaliśmy naczynia.
-Kochanie, dziś o 15 musimy być już u Gerarda i Shakiry.
-Dobrze, a o której dokładnie ma pojawić się Leo i Miu z tej Argentyny?
-Koło 18, jeśli nie będzie żadnych niespodzianek.
-Ok, więc co teraz na zakupy?
-Niestety tak, ale przeżyjesz.
Pocałowałam go i wyszliśmy z domu. Ruszyliśmy do samochodu i udaliśmy się w stronę sklepu, aby kupić składniki na naszą imprezę powitalną. W tej chwili na pewno Shaki i Geri dzwonią do reszty, żeby im przypomnieć. Ciekawe tylko jak tam moja siostra i Lio?
*Shaki*
Gerard dzwoni do swoich kolegów z drużyny i przypomina o naszej imprezie niespodziance dla Leo i Miu. Milan się bawi, a ja mam pewien plan do wykonania przy okazji. Mój mąż ma za parę dni urodziny. Dokładnie za trzy dni. Mój pomysł na prezent na pewno się mu bardzo spodoba. Dostanie nowe korki, które podaruję mu razem z FCB, a ode mnie dostanie ogromny obraz na ścianę, który ma przedstawiać te zdjęcia.
To doskonała pamiątka i na pewno będzie przyciągała wzrok naszych gości.
-Gotowe-powiedział Geri i podszedł do mnie, całując mnie w policzek.
-To dobrze, a za ile będzie Ari i Dani?
-Wiesz mają jeszcze dwie godziny, więc na pewno zdążymy ze wszystkim.
-To wspaniale, myślisz że Leo i Miu się ucieszą?
-Oczywiście, że tak.
-Ciekawe co tam u nich?
-Na pewno jeszcze leniuchują przed wyjazdem.
*Leo*
Już od samego rana ja i Miu się pakujemy. Dziś wracamy do Barcelony. Nareszcie skończyliśmy i zeszliśmy na dół. Pożegnaliśmy się i wrzuciłem nasze torby do bagażnika. Moja mama miała łzy w oczach i nie potrafiła się rozstać z moją ukochaną. Kiedy już w końcu się pożegnaliśmy ze wszystkimi to ruszyliśmy w drogę. Chciałem jeszcze, żeby Miu poznała mojego przyjaciela Kuna. Ma on kontuzję, więc jest w domu w Argentynie i postanowiłem go odwiedzić. Podjechaliśmy pod jego dom i zapukaliśmy. Po chwili otworzył nam drzwi z szerokim uśmiechem. Od razu się ze mną przywitał i zaprosił nas do środka.
-A co to za piękna dama ci towarzyszy?-zapytał ze swoim powalającym szerokim uśmiechem.
-To moja narzeczona.
-O ja gratuluję!!!-uściskał mnie, a później Miu.
-To nie wszystko-powiedziałem.
-Jest jeszcze coś?-spojrzał na brzuch Miu i wręcz zaczął nas ściskać ze szczęścia.
Zaprosił nas do salonu i podał herbatę z ciastem.
-A gdzie twoja żona i synek?-zapytałem.
-Wiesz są na wycieczce i wrócą dopiero jutro-odpowiedział.
-A gdzie?-znów zapytałem.
-W Disneylandzie.
-To super.
Spojrzałem na Miu i zauważyłem, że przygląda się zdjęciu na kominku. Podszedłem do kominka i zgarnąłem zdjęcie. Pokazałem je mojej ukochanej na co ona się uśmiechnęła.
-Zawsze razem-zawołał Kun.
-Wiesz Miu, gdzieś cię już widziałem-powiedział znów mój przyjaciel.
Chwilę się zastanawiał po czym wykrzyknął.
-Waveya. Ty jesteś tą tancerką, która oczarowała Leo-powiedział dumny z siebie.
-Tak zgadza się-odpowiedział mu nieśmiało Miu.
Rozmawialiśmy tak jeszcze dwie godziny po czym pożegnaliśmy się z Kunem i udaliśmy się na lotnisko. Byliśmy już w samolocie i Miu jak zwykle zasnęła, a ja zacząłem się zastanawiać czy nasi przyjaciele coś planują. Od wczoraj nie dali znaku życia. Z tymi rozmyśleniami przytuliłem Miu i też zasnąłem.
*Shaki*
Jesteśmy w domu Leo i Miu. Klucze miał Gerard, który je dostał od naszej pchełki na wszelki wypadek. Wszystko już było gotowe i wszyscy już byli na miejscu, więc pozostało tylko na nich czekać.
Ok w jutrzejszym rozdziale impreza powitalna i chwila grozy. Komentować i łapcie naszych bohaterów ;)
czwartek, 29 stycznia 2015
Rozdział 13
No to lecimy z 13 rozdziałem. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
-Lio jesteś pewny, że wszystko mamy?
-Tak kochanie-odpowiedział Leo po czym mnie pocałował.
-Ok czułości na później, jedźmy już na to lotnisko.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Udaliśmy się w drogę, słuchając muzyki z radia. Tak jak zawsze śpiewaliśmy te piosenki, które znamy.
-Leo, wszyscy będą czekać na lotnisku żeby się z nami pożegnać?
-Tak.
Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Leo wyjął nasze torby z samochodu. Oczywiście nie pozwolił mi wziąć swojej, więc taszczył dwie. Czasami mam dość tej jego nadmiernej opieki. Cały czas mnie dokarmia, nawet wtedy kiedy nie jestem głodna. Nie opuszcza mnie nawet na krok i dlatego muszę chodzić z nim nawet na treningi. Na szczęście nie jestem wtedy sama, ponieważ Shaki z Milanem i Ari też chodzą na treningi tych wariatów. Dziś wylatujemy do Argentyny na dwa dni. Przed wylotem musiałam się pożegnać z siostrą i Shaki. Oczywiście też z Milanem, Gerardem i Danim.
-Uważaj tam na siebie siostrzyczko-powiedziała Ari.
-Spokojnie, ten oto człowiek nie odstąpi mnie nawet na krok-odpowiedziałam po czym spojrzałyśmy na Leo i zaśmiałyśmy się.
-Dobra kochanie, zadzwoń do mnie jak wylądujecie i bawcie się dobrze-tym razem głos zabrała piosenkarka.
-Ok.
Przytuliłam się jeszcze na pożegnanie z barcelońską "3" i "22". Oczywiście ucałowałam jeszcze Milanka, ten tylko lekko się uśmiechnął i chciał na barana do taty.
Ani się obejrzałam, a już byłam z Leo w samolocie i siedziałam wtulona do niego. On coś przeglądał na telefonie i co jakiś czas całował mnie w czoło i głaskał mój brzuch. Nagle pomachał mi telefonem przed twarzą, pokazując mi to zdjęcie.
-Kochanie, a po co pokazujesz mi moje zdjęcie?
-Zobacz jaka piękna jesteś-uśmiechnął się szeroko.
-Leo po pierwsze podlizujesz się, a po drugie to zdjęcie jest bez mojego brzuszka.
Leo na mnie spojrzał i powiedział.
-Z tym brzuszkiem jest ci jeszcze ładniej.
Pocałowałam go i znów się w niego wtuliłam. Rozkoszowałam się ciszą, którą przerwał Argentyńczyk.
-Wiesz, wcale się nie podlizywałem pokazując ci to zdjęcie.
-Nie wcale kochanie.
Po chwili zasnęłam.
*Leo*
Samolot właśnie wylądował, a ja się przebudziłem. Spojrzałem na wtuloną do mnie Miu. Spała tak słodko, ale musiałem ją obudzić. Lekko się uśmiechnęła i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Odebraliśmy swoje bagaże i czekaliśmy na mojego brata Rodrigo, który ma nas odebrać.
*Ari*
Ja i Shaki oglądałyśmy film, popijając wino i plotkując. Natomiast Geri, Dani i Milan grali w ogrodzie w piłkę. Zaczęłyśmy się zastanawiać jak tam Leo i Miu. Byłyśmy strasznie ciekawe, więc postanowiłyśmy włączyć coś na internecie żeby nad tym nie rozmyślać. Włączyłyśmy jeden z koncertów Shaki. Oczywiście ten na którym piosenkarka wyciągnęła na scenę piłkarzy.
Ten moment był wręcz epicki. Popłakałam się na nim ze śmiechu. Kiedy wybiła 22, ja i Dani pojechaliśmy już do domu. Usiedliśmy na kanapie i przeglądaliśmy zdjęcia z albumu Alvesa. Było tam dużo zdjęć i większość z nich przedstawiała jego z piłką. Przy każdym zdjęciu opowiadał mi jakąś ciekawą historyjkę przez którą nie mogłam powstrzymać śmiechu. Kiedy skończyliśmy oglądać zdjęcia wybiła godzina 23:30, więc poszliśmy spać.
*Leo*
Właśnie przyjechał mój brat przywitałem się z nim po czym przedstawiłem mu Miu. Od razu złapali ze sobą dobry kontakt. Wsiedliśmy do samochodu mojego brata i ruszyliśmy w kierunku domu moich rodziców. Kiedy byliśmy już na miejscu zobaczyłem, że moja ukochana się stresuje.
-Spokojnie moi rodzice to bardzo mili ludzie i na pewno cię polubią. Idziemy?
Pokiwała tylko głową i ruszyła ze mną w kierunku drzwi, trzymając mocno moją dłoń. Drzwi otworzyła nam moja mama, która szeroko się uśmiechnęła i od razu przytuliła Miu. Weszliśmy do salonu, gdzie przywitała nas reszta. Mój ojciec i mama nie odstępowali Miu na krok. Polubili ją i zauważyłem, że ona sama już przestała się stresować. Moi bracia i siostra również polubili Miu. Podszedłem do mojej ukochanej i powiedziałem.
-Mamy coś ważnego do przekazania. Będziemy mieli dziecko i za niedługo weźmiemy ślub.
Wszyscy zaczęli nam gratulować i nasza radość nie miała końca. Zjedliśmy jeszcze kolację i postanowiłem zabrać moją miłość na spacer. Chodziliśmy tak po ulicach Rosario i ciszę przerwała Miu.
-No wyśmienicie, nasze dziecko ma świetne wyczucie czasu na trening-złapała się za brzuch.
-Widzisz na pewno zostanie piłkarzem.
-A jeśli to dziewczynka?-zapytała.
-Dowiemy się za niedługo, a dokładnie za 4 miesiące.
Nie chcieliśmy jeszcze znać płci naszego dziecka. Uparłem się, aby zaczekać. Spacerowaliśmy tak jeszcze z dwie godziny. Zauważyłem, że Miu robi się senna, więc wróciliśmy do domu. Poszliśmy do naszego pokoju, który przygotowała nam moja matka i poszliśmy spać.
Na początku myślałam, że się nie wyrobię z dzisiejszym rozdziałem ale się udało. Następny jutro i Komentować ;)
Łapcie jeszcze naszego "Tancerza"
środa, 28 stycznia 2015
Rozdział 12
Dobra dobra, od czego by tu zacząć? Ten rozdział miał być bardziej z perspektywy Ari i Daniego, ale wyszło niestety inaczej. Nie przychodził mi na to żaden pomysł do głowy. Niestety wena też już mnie coraz bardziej opuszcza, ale to nie oznacza, że będę kończyć już tego bloga. Planuję mniej więcej 15 rozdziałów + epilog, ale wszystko się jeszcze może zmienić. Co mogę więcej napisać? Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Parę miesięcy później, Miu*
Za pół godziny mam się spotkać z moją siostrą i Shakirą. Podobno Ari ma do nas jakąś bardzo ważną sprawę. Leo w tej chwili jest na treningu. To właśnie dziś od paru miesięcy może już ćwiczyć z chłopakami, a nie indywidualnie. Na pewno mu tego brakowało. Mój brzuszek jest już bardzo widoczny w końcu jestem już w 6 miesiącu ciąży. Po wydarzeniach sprzed paru miesięcy nie ma już żadnych śladów. Nacho wylądował w więzieniu na 25 lat i dobrze. Oczywiście o cały wypadek obwiniałam się ja, bo gdyby Leo mnie nie poznał to nic takiego by mu się nie stało, ale kiedy zaczynam się obwiniać pan Lionel Messi po prostu mnie nie słucha i ma gdzieś co do niego mówię. On nie lubi kiedy mówię o tym wypadku w ten sposób. Za parę dni lecimy do Argentyny, abym mogła poznać jego rodziców no i żeby oni mogli poznać mnie. Nie bardzo miałam się w co ubrać, więc zaczęłam kombinować i szperać po szafie. W końcu postawiłam na ten luźny komplet.
Kiedy byłam już gotowa i miałam jeszcze chwilę czasu to postanowiłam zobaczyć co nowego na instagramie u moich znajomych. W tej chwili przeglądałam zdjęcia Alvesa, a ten dodał selfie z moim ukochanym. Widać, że tęsknili za wspólnymi treningami.
Spojrzałam na zegarek i zaczęłam się szykować do wyjścia. W mgnieniu oka wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i już byłam w drodze do domu Ari i Daniego.
*Ari*
Ja i Shakira z Milanem czekałyśmy na moją siostrę. Kiedy już do nas dotarła i przywitała się z nami to poszłyśmy do salonu. Tam dziewczyny siedziały już zniecierpliwione na moją ważną wiadomość. Spojrzały na mnie z zapytaniem, więc musiałam im to w końcu powiedzieć.
-No więc Dani mi się oświadczył.
-To wspaniale-wykrzyknęła Shaki.
Ani się obejrzałam, a już byłam w objęciach Miu i Kolumbijki. Pogadałyśmy jeszcze chwilkę i postanowiłyśmy, że z tej okazji zrobimy małą kolacyjkę w gronie przyjaciół. Shaki zadzwoniła do Gerarda i poinformowała, że razem z Leo ma przyjechać po treningu do Daniego i Ari. Wszystko już było gotowe, więc pozostało nam tylko czekać na chłopaków.
*Gerard*
Właśnie jechałem z Leo i Danim na kolację. Ciekawe z jakiej to okazji i co znowu wymyśliły nasze kobiety.
-Jak myślicie co tym razem?-zapytałem.
-Ja nie mam zielonego pojęcia-powiedział Leo.
-A ja wiem-powiedział dumny Alves.
-No to mów szybko.
-Ok, oświadczyłem się Ari.
-Gratulacje stary.
Zaczęliśmy z Leo śpiewać naszemu "tancerzowi" na co on tylko pokiwał głową i zaczął śpiewać z nami do tego tańcząc. Dojechaliśmy na miejsce i weszliśmy do domu. Przywitaliśmy się wszyscy i usiedliśmy do kolacji.
*Leo*
Przywitałem się z moją Miu całusem w usta i oczywiście musiałem przed nią uklęknąć, podnieść koszulkę i ucałować również brzuszek. Ona tak jak zawsze zareagowała na to swoim szerokim i pięknym uśmiechem. Świętowaliśmy jeszcze trochę z naszymi przyjaciółmi po kolacji po czym pojechaliśmy do domu. Geri i Shaki oraz Milan też już się zmyli. Weszliśmy do domu i pierwsze co zrobiła Miu to podreptała do kuchni.
-Znowu jesz?-zapytałem.
-Wiesz ja mogę, a ty musisz przestrzegać diety-uśmiechnęła się cwaniacko.
-Dobra to co robimy?-podszedłem do niej i ucałowałem ją w policzek.
-Oglądamy jakiś film?-zapytała.
-Ok.
Już po chwili oglądaliśmy jakiś film. Zajęło nam to godzinę, a później zauważyłem, że Miu zasnęła. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Położyłem ją i przyglądałem się jej. Jest taka piękna kiedy śpi no i do tego jeszcze ten brzuszek. Nic nie jest w stanie przebić mojego szczęścia. Za niedługo na świat przyjdzie nasze dziecko i będziemy tworzyli wspaniałą rodzinkę. Położyłem się obok Miu i momentalnie zasnąłem.
To na tyle. Raczej nie muszę pisać, kiedy następny rozdział. To oczywiste, że jutro. Mi niestety nie podoba się to co stworzyłam, ale nie mnie oceniać. W takim razie zapraszam do komentowania i macie tu jeszcze zajadającego się przed meczem Leo ;)
wtorek, 27 stycznia 2015
Rozdział 11
Dobra dziś się nie będę rozpisywać, więc po prostu zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Leo*
Otworzyłem powoli oczy. Oślepiło mnie światło i nagle usłyszałem ten głos.
-Jak się pan czuje?
-Bywało lepiej, co się stało?
-Miał pan wypadek, później operację i zapadł pan w śpiączkę.
-Na długo?
-Nie, właściwie na pół dnia i całą noc.
-Czy była tu moja narzeczona?
-Pani Miu Smith?
-Tak.
-Tak była tu. Przed chwilą do niej zadzwoniłem i powiadomiłem, że się pan właśnie wybudził.
-Dziękuje bardzo.
Lekko się uśmiechnąłem i chciałem usiąść, ale sprawiało mi to ogromny ból. W końcu się udało.
-Siadanie może panu na razie sprawiać ból, ponieważ ma pan jeszcze świeżą ranę na brzuchu, ale z czasem będzie coraz lepiej.
-Rozumiem.
Nagle sobie przypomniałem, że dziś graliśmy mecz z Realem Madryt i zapytałem lekarza.
-Przepraszam bardzo, nie wie pan może jak dzisiejszy mecz?
-Fc Barcelona wygrała 3:1 po bramkach Gerarda Pique, Daniego Alvesa i Marca Bartry.
-To dobrze to znaczy, że wygraliśmy Puchar Króla.
-Tak.
Właśnie w tej chwili do sali weszła moja ukochana, która się szeroko uśmiechnęła na mój widok. Podbiegła do mnie i mnie przytuliła.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się o ciebie bałam-powiedziała.
Podniosłem lekko jej podbródek i spojrzałem jej głęboko w oczy. Chciałem ją pocałować, ale przeszkodził mi w tym lekarz.
-W takim razie zostawię państwa samych, a panią zapraszam później na badania.
Miu i lekarz spojrzeli na siebie porozumiewawczo. O co mogło chodzić, jakie badania?
-Kochanie o jakie badania chodzi?
-Dowiesz się w swoim czasie, tak bardzo się martwiłam.
W tym momencie znów pragnąłem poczuć smak jej ust. Zbliżyłem swoją twarz do jej i w tym momencie dzieliły nas tylko centymetry. Czy było mi dane ją pocałować? Oczywiście, że nie. Tym razem do mojej sali wkroczyła cała FCB z Gerardem i Danim na czele, którzy trzymali puchar.
-No panie Messi. Nigdy więcej nie rób nam takiego stracha, a tu masz puchar, który wygraliśmy dla ciebie-powiedział szczęśliwy i dumny zarazem Gerard.
Podziękowałem chłopakom i oczywiście im pogratulowałem.
-Powiedziałaś mu już?-zapytał Gerard Miu.
-Jeszcze nie-odpowiedziała.
Spojrzałem na nich pytająco, ale właśnie w tym momencie Shaki zaczęła uciszać wszystkich.
-Proszę o ciszę, Miu chce coś powiedzieć-powiedziała Kolumbijka.
Miu wstała i podeszła do mnie, wzięła moją dłoń i położyła ją lekko sobie na brzuchu.
-Na prawdę?-zapytałem i uśmiechnąłem się szeroko.
-Tak-odpowiedziała.
Co ja mogłem zrobić? Zacząłem krzyczeć z chłopakami i radości nie było końca. Nagle usłyszałem Alvesa.
-Cisza, chwila. Chciałbym coś powiedzieć. Leo gratuluję ci, ale jest jeszcze coś. Mam do ciebie jedno pytanie.
-Jakie?
-Czy ty nawet poza boiskiem musisz bramki strzelać?-zapytał Dani z poważną miną.
Wszyscy zaczęli się śmiać po tym co powiedział nasz "tancerz". Przytuliłem do siebie mocno Miu i wyszeptałem jej na ucho.
-Kocham Was.
Po tych słowach dotknąłem jej brzucha na co ona się zaśmiała i pocałowała mnie w policzek ze słowami
-Kochany wariat.
Świętowaliśmy zwycięstwo Barcy i to, że zostanę ojcem z dobre 2 godziny. Pierwszy raz świętujemy coś takiego z chłopakami w szpitalu i bez alkoholu. I właśnie teraz wszedł do nas lekarz, a właściwie do mnie i powiedział
-No dobrze. Rozumiem, że jesteście szczęśliwi ale niestety musicie już wyjść. Pan Messi może ze szpitala wyjść już jutro, a dziś niech jeszcze odpocznie.
Chłopaki po tych słowach się ze mną pożegnali i wyszli. Miu, Shaki i Ari też już poszły. Chodź moja ukochana chciała zostać, ale nalegałem aby odpoczęła. Położyłem się i próbowałem zasnąć. Nie udało mi się. Nic nie pamiętam z wypadku. Wiem tylko tyle, że pojutrze ja i Miu mamy wstawić się na rozprawę sądową. Podejrzewam, że wtedy poznam sprawcę mojego wypadku. Muszę przestać o tym myśleć. Obok na szafce zauważyłem tableta, którego chłopaki mi przynieśli żebym się nie nudził. Obejrzałem powtórkę meczu i prawie uroniłem łzy na widok koszulek, które mieli chłopaki. Mecz się skończył, a ja nadal nie byłem senny. Postanowiłem wejść na fb. Tam znalazłem gifa Waveya. Nie był to byle jaki gif, na nim była moja ukochana.
Była taka uśmiechnięta. Taniec na prawdę sprawia jej wiele radości. Nie mogłem w to uwierzyć, że jest moja i wo to, że będziemy mieć dziecko. Zdałem sobie sprawę z tego, że staniemy się szczęśliwą rodzinką tak jak Gerard, Shakira i Milan. Z tymi rozmyślaniami zasnąłem.
Dzisiaj to już na prawdę beznadziejny rozdział. Następny tak jak zawsze jutro. Od razu ostrzegam postaram się aby następny był bardziej z perspektywy Ari i Daniego. No to co? Do następnego i Komentować ;)
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Rozdział 10
Więc mamy już "10". Starałam się, aby dzisiejszy rozdział był dłuższy i sądzę, że mi się udało. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Miu*
Jechałam z Gerardem do szpitala. Pędził tak szybko, że złamał chyba wszystkie przepisy drogowe. Ari i Shaki z Milanem zostali w domu. Natomiast Dani od razu ruszył w kierunku szpitalu po moim telefonie. Cały czas płakałam i nie mogłam się uspokoić. Dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy szybko do szpitala i liczyło się tylko to, żeby jak najszybciej odnaleźć salę gdzie leży Leo. Podeszliśmy do recepcji.
-Gdzie leży Leo Messi?-zapytał Geri (ja nie byłam w stanie mówić).
-Sala numer 27-odpowiedziała zaskoczona recepcjonistka.
Pobiegliśmy szybko w kierunku sali i kiedy już dotarliśmy zauważyliśmy Alvesa siedzącego na krześle.
-Wiesz już coś?-zapytałam wciąż zapłakana.
-Nie-odpowiedział.
Kiedy na mnie spojrzał dostrzegłam, że też miał łzy w oczach. Po chwili zawołał nas lekarz.
-Wy pewnie do pana Messiego-powiedział.
-Tak-odpowiedział szybko Gerard.
Więc może zacznę od początku nazywam się Ryan Luiz i to ja zajmuję się Leo Messim.
-Może pan przejść do rzeczy?-zapytałam zdenerwowana.
Lekarz tylko na mnie spojrzał zaskoczony i zaczął mówić
-Pan Messi miał wypadek. A właściwie ktoś umyślnie chciał wyrządzić mu krzywdę. Kiedy pan Messi ruszył na zielonym świetle jakieś auto celowo w niego wjechało po czym sprawca uciekł. Właśnie przeszedł operację podczas której w pewnym momencie przestało pracować serce, jednak udało się go uratować. Stracił bardzo wiele krwi. Miał bardzo dużą ranę w brzuchu wyrządzoną przez odłamki szkła. Na szczęście krwotok udało się w porę zatrzymać. Teraz leży nie przytomny, a właściwie w śpiączce.
Na te słowa zaniosłam się płaczem. Gerard od razu mnie przytulił. Ale jemu też nie było łatwo zarówno on jak i Dani też płakali. Uspokoiłam się po chwili, aby dokończyć rozmowę z lekarzem.
-Jest szansa, że się wybudzi?
-Tak jest słaby, ale jego organizm walczy co można było dostrzec podczas operacji.
-Czy oprócz rany na brzuchu, jest jeszcze coś?
-Parę siniaków i zadrapań na twarzy po za tym nie ma nic.
-Czy kiedy się wybudzi jest jakaś szansa, aby mógł jeszcze wejść na boisko?
-Jeśli się wybudzi to tak. Przed nim terapia, ale będzie mógł grać.
-Kiedy powinien się wybudzić?
-W każdej chwili może to potrwać parę godzin, dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat.
Na te słowa znów wyleciały łzy z moich oczu, ale musiałam być silna dla Leo i dla naszego dziecka, które noszę pod sercem.
-Czy mogę go zobaczyć?
-Oczywiście, jednak myślałem że wolałaby pani najpierw porozmawiać z policjantami. Czekają u mnie w gabinecie.
-Miu idź do Leo. Ja i Dani pójdziemy do policjantów-powiedział Gerard.
Słabo się do niego uśmiechnęłam i mu podziękowałam.
-Geri zaczekaj, daj znać jeszcze Shakirze i Ari.
-Dobrze-odpowiedział.
Weszłam po cichu do sali i ujrzałam mojego ukochanego podłączonego do jakiś urządzeń. Był nieprzytomny. No tak, przecież jest w śpiączce. Podeszłam niepewnie do jego łóżka i usiadłam na krześle obok. Złapałam jego rękę i najzwyczajniej w świecie znów zaniosłam się płaczem.
-Leo obudź się, przecież ja nie potrafię bez ciebie żyć.
Odpowiedziała mi głucha cisza. Wzięłam jego dłoń i położyłam ją sobie na brzuchu. Uśmiechnęłam się przez łzy i powiedziałam
-Będziemy mieć dziecko.
Po tych słowach przytuliłam się do niego i sama nie wiem kiedy zasnęłam.
*Po kilku godzinach*
-Hej, obudź się.
Podniosłam się szybko i ujrzałam pochylającą się nade mną moją siostrę i Shakirę.
-Może już lepiej pojedziesz do domu co? Gerard cię odwiezie, a Ari, ja i Dani zostaniemy przy Leo. Jeśli coś się będzie działo to do ciebie zadzwonimy-powiedziała Shaki po czym blado się uśmiechnęła.
-Nie jestem pewna.
-Musisz odpocząć, zrób to dla dziecka i Leo-tym razem głos zabrała moja siostra.
-Ok.
Pocałowałam Leo ostatni raz w czoło i wyszłam z sali. Tam już na mnie czekał Geri, więc podeszłam do niego i ruszyliśmy w stronę domu Lio.
-Wiesz czyja to sprawka?-zapytałam i ledwo co powstrzymałam się od kolejnych łez.
-Tak, ale nie myśl teraz o tym.
-Geri powiedz mi, chcę wiedzieć.
-To był Nacho-spojrzał na mnie niepewnie.
Pokiwałam tylko głową i zadałam kolejne pytanie.
-Złapali go już?
-Tak.
-To dobrze.
Byliśmy już na miejscu, pożegnałam się z Gerim i ostatni raz upewniłam go, że dam sobie radę. Weszłam do domu i pierwsze co zrobiłam to osunęłam się po drzwiach i znów zaczęłam płakać.
Siedziałam tak z dobre 20 minut po czym wstałam i od razu położyłam się do łóżka. Nie przyszło mi to łatwo, ale w końcu zasnęłam.
*Następny dzień, Miu*
Wstałam koło godziny 11. Pierwsze co zrobiłam to odwróciłam się w drugą stronę i tak bardzo pragnęłam tam zobaczyć jeszcze śpiącego Leo. Myślałam, że to wszystko to tylko zły sen, ale nie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i niechętnie wstałam, żeby je otworzyć. To była Ari i Shaki. Weszły i bez słów mnie przytuliły. Zrobiłyśmy śniadanie i zjadłyśmy. O godzinie 12 usiadłyśmy przed telewizor, ponieważ Barca gra dziś mecz. Niestety nie zagra Leo (z wiadomych przyczyn). Chłopaki byli smutni i było widać, że każdy z nich tęskni za Leo. Przed meczem Xavi wziął mikrofon i stanął na środku boiska. Camp Nou ucichło i słuchało co kapitan Blaugrany ma do powiedzenia.
-Jak zauważyliście nie ma tu z nami dzisiaj Leo Messiego. Miał on wypadek i nie zagra.
Kibice zaczęli płakać i czekali tylko na dalsze słowa Xaviego.
-Ale przysięgamy, że wygramy ten mecz dla niego.
Wszyscy krzyczeli "Messi". Przeciwko komu dziś grała Duma Katalonii? Otóż przeciwko swojemu największemu wrogowi Realowi Madryt.
Mecz się zaczął i już w 10 minucie z główki strzelił Pique. Nie cieszył się tylko podbiegł do kamery i podniósł koszulkę. Pod spodem miał drugą na której było to zdjęcie i napis "Leo obudź się"
Zaniosłam się płaczem, ale oglądałam dalej. Kolejny gol należał do Królewskich i w tej chwili był remis. Jak się okazało nie na długo . Tym razem bramkę dla nas strzelił Alves (nie zdarzało się to często). I zrobił coś podobnego do Gerarda tylko, że to było to zdjęcie (napis był taki sam)
Mecz dobiegał końca i wszyscy myśleli, że właśnie końcowy wynik to 2:1 dla Barcy, ale nie. W 89 minucie strzelił Bartra. Miał na koszulce ten sam napis i to zdjęcie
Spojrzałam na Shaki, która się uśmiechnęła i powiedziała.
-Wszyscy mieli dzisiaj takie koszulki, jedyna różnica to zdjęcia.
Pokiwałam jej głową i usłyszałam mój telefon. Szybko go odebrałam.
-Mamy go-powiedział dwa krótkie słowa lekarz Leo.
Rozłączyłam się i momentalnie zaczęłam płakać ze szczęścia.
-Co się stało?-zapytała Shaki.
-Obudził się.
-W takim razie jedziemy do szpitala.
Podczas naszej drogi Ari zadzwoniła do trenera. Ciekawe co teraz dzieję się na boisku (pomyślałam). Byłam taka szczęśliwa, że mój Leo w końcu się obudził.
*Gerard*
Mecz się zakończył naszym zwycięstwem, ale my raczej nie byliśmy z tego zadowoleni. Podszedł do mnie trener z tymi słowami.
-Leo się wybudził ze śpiączki.
Uśmiech wkradł się na moją twarz i nie mogłem dłużej dusić w sobie tego szczęścia. Zacząłem biegać po boisku jak powalony.
-Geri uspokój się, Leo jest w śpiączce a tobie już kompletnie odbija-powiedział do mnie z kwaśną miną Marc.
-Zawołaj tu chłopaków.
-Ale po co?-zdziwił się.
-Zrób to.
-Ok.
Już po chwili wszyscy mnie okrążyli i czekali na to co powiem.
-Leo się wybudził.
Chłopaki się na mnie rzucili i właśnie w tej chwili cała FCB była do siebie wtulona. Bravo podbiegł do kibiców i powiedział im to. Już po chwili można było usłyszeć radosne okrzyki i płacz szczęścia. Graliśmy dziś finał o Puchar Króla co oznaczało, że go wygraliśmy. Wzięliśmy puchar i już po chwili byliśmy wszyscy w drodze naszym autobusem do szpitala do Leo.
To by było na tyle. Dalsza część dzikiego szczęścia jutro. Komentować ;)
niedziela, 25 stycznia 2015
Rozdział 9
Powracam do was z dziewiątym rozdziałem. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Dwa tygodnie po ślubie Shakiry i Gerarda, Miu*
Tak strasznie nie chciało mi się wstać, ale musiałam. Szybko wykonałam poranną toaletę i ubrałam się. Zeszłam na dół i chciałam coś zjeść, ale nie udało mi się. Znów zwymiotowałam. Teraz jestem pewna, że się nie zatrułam tylko jestem w ciąży. Od tygodnia to samo mdłości, nudności i zły humor. Mojemu Leo powiedziałam, że jestem po prostu chora i to tyle. Natomiast Shaki i Ari znały prawdę. Dziś kiedy wstałam nie było przy mnie mojego ukochanego, ponieważ z samego rana ma trening. Natomiast ja o 13 mam wizytę u ginekologa, którego poleciła mi Shakira. Miałam do niego jechać razem z moją siostrą. Nie pozostało mi nic innego jak tylko wyczekiwać godziny 13. Usiadłam przed telewizorem i oglądałam jakieś seriale.
*Leo*
Jestem na treningu i teraz akurat z chłopakami odpoczywamy siedząc na murawie. Musiałem zostawić moją ukochaną Miu dzisiaj samą. Nie chciałem tego robić tym bardziej, że jest chora. Jednak ona jest strasznie uparta i nalegała. Jej stan zdrowotny nie zmienia się od całego tygodnia, co jej jest do cholery? Gdybym mógł coś zrobić, aby wyzdrowiała. Z rozmyślań wyrwali mnie moi przyjaciele.
-Leo co jest, jesteś dzisiaj jakiś nieswój-powiedział Alves.
-Po prost martwię się o Miu.
-A co jej jest?-znów zadał mi pytanie.
-Cały czas wymiotuje ma nudności i zły humor.
-Leo wiem co jej jest-krzyknął Gerard.
Ja i Dani spojrzeliśmy na niego z zapytaniem. Miał taką szczęśliwą minę i nie mógł przestać się uśmiechać. Nasz "tancerz" oczywiście musiał to uwiecznić na zdjęciu i wrzucić na instagrama (jest od niego uzależniony).
-Mów szybko co?-ponaglałem przyjaciela.
-Ona może być w ciąży.
Na te słowa się uśmiechnąłem i powiedziałem.
-Tak myślisz?
-Oczywiście, że tak Shaki miała tak samo kiedy była w ciąży z Milanem.
Naszą rozmowę przerwał nam trener. Kazał wrócić do treningu. Przez cały trening nie myślałem o niczym innym tylko o słowach Gerarda, że moja Miu może być w ciąży. Byłem szczęśliwy zawsze chciałem mieć synka lub córeczkę.
*Ari*
Była godzina 12:30, więc pojechałam szybko po moją siostrę i po chwili obie byłyśmy już u ginekologa. Miu weszła do środka, a ja natomiast czekałam na nią na korytarzu. Po chwili wyszła i uśmiechała się jak nigdy.
-I co?-zapytałam
-Sama zobacz.
Pokazała mi zdjęcie rentgenowskie jej dziecka. Przytuliłam ją i nie mogłam powstrzymać okrzyku radości. Dostałam sms-a od Shaki. "Dobra zapewne jest już po wizycie i jak wyniki?" Odpisałam jej "Sprawdziły się nasze przypuszczenia Miu jest w ciąży". "W takim razie widzimy się u mnie :*". To był ostatni sms od Shak. Powiedziałam Miu, że jedziemy do niej. Ona nie miała zbytnio wyboru, chciała od razu o wszystkim powiadomić Leo, ale wiedziała że mają jeszcze trening. Więc pojechała z siostrą do ich przyjaciółki.
*Shakira*
Czekałam na moje przyjaciółki. Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu poszłam im otworzyć. Wręcz rzuciłam się na Miu i zaczęłam jej gratulować. Ona tylko się uśmiechnęła i poszłyśmy do kuchni. Tam rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym nawet nie zauważając, że jest już 15. Do domu wszedł Geri i zdziwiony na nas spojrzał.
*Miu*
Przywitałyśmy się z Gerardem i powiedziałyśmy mu dlaczego się spotkałyśmy. Ten tylko na tą wiadomość podbiegł przytulił mnie i zawołał, że chce zostać ojcem chrzestnym (wariat). Zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli chłopaki skończyli trening to Leo jest na pewno w drodze do domu. Chciałam do niego zadzwonić, ale nie odbierał. Zdziwiło mnie to, ale może po prostu ma wyłączony telefon. Za jakieś pięć minut mój telefon zaczął dzwonić, to pewnie Leo pomyślałam. Spojrzałam na wyświetlacz i zauważyłam obcy numer. Jednak odebrałam i usłyszałam.
-Czy rozmawiam z partnerką pana Lionela Messiego?
-Tak-odpowiedziałam niepewnie.
-Pani chłopak miał wypadek i jest obecnie w szpitalu pod wezwaniem Św. Barbary.
Z wrażenia upuściłam telefon, a z moich oczu wyleciał potok łez.
-Co się stało?-krzyknęła Shaki.
Spojrzałam na nich niepewnie i jedyne co udało mi się powiedzieć to Leo....szpital.... Popatrzyli na mnie przerażeni i nie wiedzieli co odpowiedzieć, a ja spuściłam wzrok i spojrzałam tempo cała zapłakana w podłogę.
Na dzisiaj to tyle i zapraszam do komentowania ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.gif)
.jpg)
.jpg)
.gif)
.gif)

.gif)

.gif)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

.gif)
.jpg)
.jpg)
.gif)
.gif)
.gif)
%2B2.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.gif)