czwartek, 5 lutego 2015

środa, 4 lutego 2015

Epilog

Wiem, że miałam napisać jeszcze jeden lub dwa rozdziały zanim zakończę tego bloga, ale po prostu nie miałam na nie pomysłu. Nie chciałam, żeby to było napisane z przymusu, bo nic by z tego nie wyszło. Zapraszam do czytania epilogu i Pozdrawiam :*
*Dwa lata później* (Leo i Miu)
Leo odnalazł w końcu prawdziwą miłość o której zawsze marzył, a Miu poczuła w końcu, że jest kochana. Są małżeństwem już dwa lata. Mają synka Thiago i na świat za niedługo ma przyjść dziewczynka, która ma nazywać się Celia. Są szczęśliwi i bardzo się kochają. Nie wyobrażają sobie życia bez siebie. 
(Dani i Ari)
Ari jest bardzo szczęśliwa u boku Daniego. Tworzą zgraną i kochającą się parę. Oczywiście jak by mogło być inaczej? Ari spodziewa się dziecka, a Alves z tego powodu jest po prostu w siódmym niebie. Bardzo się kochają i nie wyobrażają sobie by mogło być inaczej. Jednak jedno się nie zmieniło. Jak na wariata przystało Dani wciąż jest imprezowiczem, żartownisiem i barcelońskim "tancerzem".
(Gerard i Shakira)
Wciąż razem i wciąż szczęśliwi. Tworzą dużą zgraną i kochającą się rodzinę. To się już raczej nigdy nie zmieni. Wychowują Milana i nowo-narodzonego synka o imieniu Sacha. Czego im brakuje do szczęścia? Niczego. Są już wystarczająco szczęśliwi.
Tym akcentem kończę tego bloga. Z całego serca pragnę podziękować za miłe komentarze z waszej strony. Jest to pierwszy blog napisany przeze mnie, ale obiecałam, że nie ostatni. Już nawet mam pomysł na kolejny. Po epilogu wstawię informację w której będzie można znaleźć adres następnego opowiadania. Taka informacja pojawi się pojutrze. Jeszcze raz bardzo dziękuje i Pozdrawiam czytelników którzy byli tu od początku do końca ;)



wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 18

Mimo szkoły udało się, jest kolejny rozdział. Niestety w planach mam już tylko około dwa rozdziały i epilog. Jednak myślałam nad tym, aby po zakończeniu tego bloga stworzyć następnego. Mam bardzo dużo pomysłów, ale jeszcze nie jestem pewna czy ktoś chciałby to czytać. Zapraszam do czytania dzisiejszego rozdziału i Pozdrawiam :*
*Miu*
Wstałam niechętnie i zauważyłam, że Leo nie ma obok. Dziwne zawsze wstaje po mnie, a dzisiaj to on wcześniej wstał. Dopiero po chwili zauważyłam karteczkę na stoliku. Wzięłam ją i przeczytałam na głos.
-Nie wstawaj kochanie. Zaraz wrócę.
Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili do sypialni wszedł szczęśliwy Lio z tacą, na której było przygotowane śniadanie.
-Dzień dobry wam śpioszki-powiedział.
Podszedł i położył tackę na szafkę, a sam ucałował najpierw mnie, a później brzuszek. Często całuje lub głaszcze mój brzuch od kiedy się dowiedział, że zostanie ojcem. Widać bardzo się cieszy z tego powodu. Jestem taka szczęśliwa u boku Leo i wiem, że nikt ani nic nam tego szczęścia nie odbierze.
-Jakie plany na dziś?-zapytałam.
-A więc tak. Ja jadę na trening i dziś wrócę trochę później niż zwykle, bo o 16:30, a ty jesteś skazana na zakupy z Ari i Shaki.
-No dobra, a o której?
-Za pół godziny, więc musimy się zbierać.
Po zjedzeniu i szykowaniu się, które zarówno mi jak i Leo zajęło 15 minut, pożegnałam się z nim i on pojechał na trening, a ja czekałam na Shaki i moją siostrę. Nie czekałam długo, bo już po 10 minutach były u mnie. Zamknęłam dom i pojechałyśmy samochodem Shaki do centrum.
*3 godziny później*
Shaki poszła do sklepu NIKE, a Ari do spożywczego, żeby kupić sobie butelkę wody. Ja natomiast udałam się do sklepu z ulubioną marką Leo i moją Tak zgadliście. ADIDAS. Chodziłam i przeglądałam damskie bluzy, kiedy na kogoś wpadłam. Była to kobieta. Niska tak jak ja, więc byłyśmy równego wzrostu. Miała brązowe oczy i bardzo długie włosy w tym samym kolorze.
-Przepraszam nie chciałam-powiedziałam i chciałam odejść.
-Nic się nie stało Miu-odrzekła nieznajoma. Zdziwiło mnie to.
-Czy my się znamy?
-My nie, ale obie znamy Messiego.
-Przepraszam, ale nie bardzo wiem o co ci chodzi. Kim w ogóle jesteś?
-O przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem Antonella Roccuzzo. Przyjaciółka Leo z dzieciństwa. Mieszkaliśmy obok siebie w Rosario i....
-Po co mi to mówisz? Widzę, że nie o to chodzi. Możesz przejść do rzeczy?
-Ok więc masz to i powodzenia.
Dała mi kopertę i odeszła. Chciałam ją otworzyć, ale zaczepiła mnie moja siostra i Shaki.
-Jedziemy do domu. Chłopaki zaraz wrócą.
-Ok.
Po paru minutach drogi pożegnałam się z dziewczynami i weszłam do domu. Usiadłam na kanapie i postanowiłam otworzyć kopertę od tej całej Antonelli. Otworzyłam i moim oczom ukazało się zdjęcie na którym MÓJ narzeczony i ojciec naszego dziecka całuje się z Roccuzzo. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy.
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Kiedy skończyłam położyłam na stole te zdjęcia i wybiegłam zapłakana z domu. Najbliżej miałam do rodziny Pique, więc właśnie tam się udałam. Zapukałam do nich, a drzwi otworzył mi Gerard. Nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie i odebrał mi z rąk torbę.
-Shaki, chodź tu-zawołał.
-Geri nie mam teraz czasu-odpowiedziała piosenkarka. 
Musiała usłyszeć mój donośny płacz, bo już po chwili tuliła mnie do siebie. Zaprowadziła mnie do salonu, a Geri poszedł mi zrobić ciepłej herbaty. Kiedy się uspokoiłam to wszystko im opowiedziałam. Głos zabrał obrońca.
-Ale Antonella to była dziewczyna Leo. Zerwał z nią już dawno temu. Roccuzzo go zdradziła i przyznała, że zależało jej tylko na jego pieniądzach. Są dwie opcje albo pan święty Messi cię oszukał za co zginie z moich rąk, a druga to to, że Antonella chciała się zemścić.
-Geri sama nie wiem w co mam wierzyć.
-Odpocznij, rozwiążemy to jutro. Nie możesz się denerwować w twoim obecnym stanie-powiedziała Kolumbijka.
*Leo*
Wszedłem do domu i zawołałem.
-Kochanie jestem!
Nikt mi nie odpowiedział. Miu nigdzie nie było. Po obejściu całego domu wkroczyłem w końcu do salonu. Podszedłem do stołu na którym leżały jakieś zdjęcia. Podniosłem je i wykrzyczałem.
-Kurwa Antonella. Zabiję ją.
Byłem wściekły, wyrzuciłem zdjęcia do kosza i udałem się do domu Pique z nadzieją, że tam właśnie przebywa Miu. Po około 10 minutach, byłem już na miejscu. Zapukałem do drzwi i na widok Gerarda od razu rzuciłem pytanie.
-Jest Miu?
-Tak jest, ale nie wiem czy będzie chciała z tobą rozmawiać-powiedział bardzo poważny.
-Oj Pique nie denerwuj mnie i pozwól mi się wytłumaczyć.
-Więc słucham.
-Nie tobie tylko Miu.
-Messi wpuszczę cię, ale wiedz jedno. Jeśli na prawdę ją skrzywdziłeś to zrobię ci za darmo operację plastyczną. A efekty piękne nie będą.
-Geri dobrze wiesz, że nigdy bym jej nie skrzywdził.
Po tych słowach Hiszpan wpuścił mnie do środka, a ja od razu udałem się do salonu kierując się głosem mojej ukochanej. Siedziała na fotelu i płakała. Kiedy Shaki mnie zobaczyła to powiedziała.
-Ok to wy sobie porozmawiajcie, a ja i Gerard pójdziemy pobawić się z Milanem-po tych słowach wyszła. 
Ja niepewnie podszedłem do Miu i uklęknąłem przed nią. Przez dłuższą chwilę pomiędzy nami panowała cisza, którą przerwałem.
-Miu te zdjęcia są nieprawdziwe.
Spojrzała na mnie i najzwyczajniej w świecie mnie przytuliła. Na początku mnie to zdziwiło, ale odwzajemniłem uścisk. Miu się odezwała.
-Leo przepraszam, że od razu uciekłam. Ale kiedy zobaczyłam te zdjęcia to pękło mi serce. Później Gerard opowiedział mi o Antonelli  i waszej przeszłości.
-Miu już dobrze. Cieszę się, że wierzysz mi, a nie tej całej Roccuzzo. A tak w ogóle skąd masz te zdjęcia?
-Spotkałam Antonellę dzisiaj w centrum i dała mi te zdjęcia.
-Zabiję, jak mogła chcieć zrujnować nasz związek?
-Leo skończmy ten temat. Wrócimy do domu?
-Tak, chodź.
Przytuliłem ją i w tym momencie do salonu weszła uśmiechnięta Shaki i Gerard.
-Jak dobrze, widzieć was znów szczęśliwych-powiedziała Shaki.
-Zostaniecie na obiad?-tym razem odezwał się Gerard.
-Nie chcemy przeszkadzać-odpowiedziałem.
-Czyli zostajecie-powiedzieli równo.
Już po paru minutach jedliśmy obiad. Cieszyłem się, że Miu mi uwierzyła, a Antonellę mam ochotę za to udusić. Jak mogła wymyślić coś takiego? Czego ona w ogóle ode mnie chce? Mam nadzieję, że zniknie z mojego życia raz na zawsze i już nigdy nie wróci.
Oto koniec dzisiejszego rozdziału, jak pójdzie dobrze to jutro już ostatni i pojutrze epilog. Przywiązałam się do tego bloga, ale nie mogę go prowadzić w nieskończoność, bo w końcu by się wszystkim znudził. Czy powstanie następny blog? Jeśli ktoś będzie chciał czytać to co piszę to tak. A teraz komentować ;)
Aww... Leo <3


poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 17

Na początku przepraszam, że dodaję ten rozdział później niż zwykle. Przeszkoda:SZKOŁA! Na szczęście dodaję go dzisiaj bez opóźnienia (nie licząc tej samej godziny co zawsze). Więc zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Dwa miesiące później, Miu*
Jestem już w ósmym miesiącu ciąży, a Leo nie odstępuje mnie na krok. Dziś ślub bierze moja siostra i Dani. Shaki pomaga Ari się przygotować, a Gerard pomaga Daniemu. Dlaczego? Ponieważ się uparli, że chcą bardzo im pomóc. Shaki i Geri są świadkami Daniego, a ja i Leo jesteśmy świadkami mojej siostry. Byłam już ubrana i pozostało mi tylko wyczesanie moich długich blond włosów. Miałam tylko jeden problem, Leo zajmował łazienkę.
-Leo wychodź już. Nie chce mi się wchodzić po tych schodach do drugiej łazienki. Co ty w ogóle tam tak długo robisz?
Otworzył łazienkę i uśmiechnął się od ucha do ucha. Dopiero po chwili zauważyłam, że nie ma na sobie koszuli.
-Leo ubierz w końcu tą koszulę. Na co dzień by mi to nie przeszkadzało, ale dziś moja siostra bierze ślub, a my jesteśmy ich świadkami.
Ten tylko podszedł do mnie i ucałował mnie w policzek.
-Lionelu Messi proszę mnie nie denerwować, bo zaraz sama założę ci tą koszulę.
-W takim razie zaczekam-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Oj no Leoś ubieraj się.
-No dobrze już-odpowiedział i wciągnął koszulę, a zaraz potem marynarkę.
Jak zawsze wyglądał zabójczo przystojnie. Byliśmy już gotowi do wyjścia, więc wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę kościoła. 
*Ari* 
Strasznie się denerwuję. To właśnie dziś zostanę najszczęśliwszą kobietą na świecie u boku Daniego. Teraz ja i Shaki czekamy jeszcze na moją siostrę i Leo. O już są!
-Miu.
-Już siostra jak ty pięknie wyglądasz-uśmiechnęła się.
-Strasznie się stresuję-powiedziałam.
-Kochanie czym? Przecież wszystko będzie w porządku.
-Dziękuje ci siostro.
-Ależ proszę.
-Dobra jak już wszyscy są to zaczynamy-tym razem powiedziała Shaki.
Pewnie chcecie wiedzieć kto prowadzi mnie do ołtarza? Otóż Xavi. Kapitan Blaugrany, jednej wielkiej i kochającej się rodziny. Rozbrzmiał marsz mendelsona i ruszyłam w kierunku księdza i mojego ukochanego. Uśmiechał się do mnie szeroko. Za mną szła moja siostra i uśmiechnięty od ucha do ucha Leo. Później szła Shaki i Gerard, którzy trzymali za rączki Milanka. W końcu nasza droga się zakończyła. Xavi zanim odszedł, ucałował mnie jeszcze w policzek i podał moją dłoń Daniemu. Czułam się taka szczęśliwa. I pomyśleć, że za dwa miesiące to samo będzie przeżywała moja siostra.
*Po ślubie na sali weselnej, Leo*
Wszyscy się bawili doskonale (zresztą tak jak zawsze). Gerard powiedział, że Shaki ma coś do ogłoszenia. Nasza przyjaciółka podeszła do mikrofonu i poprosiła o ciszę. Kiedy już wszyscy ucichli, wygłosiła swój monolog.
-Jak wiecie jestem z Gerim już pięć lat. Mamy synka i parę miesięcy temu wzięliśmy ślub. Teraz możemy cieszyć się, że z naszych potajemnych planów coś wyszło. Otóż Ari właśnie została szczęśliwą mężatką, a jej szczęściarzem jest Dani. Natomiast Leo i Miu spodziewają się dziecka, a za dwa miesiące oni również biorą ślub. Jednak mam coś jeszcze do ogłoszenia. Ja i Gerard spodziewamy się kolejnego dziecka.
Kiedy Shaki zakończyła swój monolog wszyscy zaczęli gwizdać i klaskać ze szczęścia. Miu i Ari od razu jej pogratulowały. Jak wspaniale jest widzieć całą FCB i najbliższych szczęśliwych. Zauważyłem, że było już dość późno. Miu siedziała już wykończona na krześle. Więc najzwyklej w świecie pożegnaliśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy do domu.
-Kocham cię-usłyszałem głos leżącej już na łóżku Miu.
-Ja ciebie też-odpowiedziałem i usiadłem obok niej. 
Zacząłem głaskać ją po głowie. Nawet sobie nie wyobrażacie jaki jestem szczęśliwy, czuje jakbym był w siódmym niebie. 
Dobra na dziś to tyle. Kolejny postaram się napisać na jutro, jednak niczego nie mogę obiecać przez szkołę. Ile jeszcze poprowadzę tego bloga? Uwierzcie mi, że sama tego nie wiem. A teraz komentować i łapcie naszych wariatów <3


niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 16

16 rozdział, ale szybko to już minęło. Zapraszam do czytania i Pozdrawiam :*
*Ari*
Stoję pod drzwiami domu mojej siostry i Leo. Nikt nie otwiera, a Miu nie odbiera moich telefonów. Coś się musiało stać. Zaczęłam grzebać w torebce i znalazłam klucz do ich domu. Dostałam go na wszelki wypadek. Państwo Pique też mają zapasowy. Weszłam i ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było. Wiem, że Leo jest na treningu ale Miu miała być w domu. Zaczęłam się niepokoić. Ale w sumie co mogło się stać? Nacho jest w więzieniu. Zobaczyłam telefon mojej siostry na blacie kuchennym, czyli już wiem dlaczego nie odbierała. Może pojechała do naszego klubu załatwić parę spraw. Zadzwoniłam do naszej przyjaciółki Doori z klubu Waveya. Po dłuższym oczekiwaniu odebrała.
-Halo?
-Cześć Dorri, mam pytanie?
-O hej Ari, jakie?
-Jest może w klubie Miu?
-Nie nie było i nie ma, a czemu pytasz? Stało się coś?
-Nie tak po prostu. Muszę kończyć, pa.
-Pa.
Skoro Miu nie jest w klubie to gdzie mogła się podziać. Zadzwoniłam do Shaki.
-No cześć Ari co tam?
-Słuchaj widziałaś się dzisiaj z Miu?
-Nie, a czemu.
W tej chwili zaczęłam się na prawdę martwić.
-Nie ma jej w domu, telefon zostawiła, Shaki coś złego się mogło jej stać.
-Słuchaj, ja Geri, Dani i Leo zaraz będziemy. Zaczekaj na nas.
-Dobrze.
*Leo*
Skończyliśmy właśnie trening. Chciałem się pożegnać z Gerim i Danim, ale zatrzymała mnie Shaki.
-Leo zaczekaj.
-Coś się stało?-zapytałem kiedy ujrzałem przerażoną minę Kolumbijki.
-Musimy jechać jak najszybciej do twojego domu.
-Ale po co? A po za tym właśnie tam zmierzałem.
-Chodźcie.
To były jej ostatnie słowa. Potem ja, Geri, Dani i piosenkarka byliśmy już w drodze. Zaparkowała przed moim wspólnym domem z Miu i weszliśmy do środka. Tam na kanapie siedziała zapłakana Ari. 
-Co się stało?-krzyknął Dani.
-Miu... nie ma jej. Coś jest nie tak.
Spojrzeliśmy wszyscy po sobie i zaczęliśmy rozważać słowa Ari, nagle zadzwonił mój telefon. szybko go odebrałem.
-Tak słucham?
-Witaj piłkarzyku.
Olśniło mnie, ten głos mogłem wszędzie rozpoznać. To był Nacho.
-Nacho, czego chcesz? Po co dzwonisz do mnie? A po za tym jesteś w więzieniu.
-Wiesz panie Messi z więzienia jest nie trudno uciec z moimi znajomościami. Tak samo nie trudno było porwać twój skarb.
-Miu. Co jej zrobiłeś? Pożałujesz tego.
-Trochę grzeczniej proszę. Mam układ.
-Jaki?
-Miu za twoje pieniądze.
-Jeśli ci je dam wypuścisz Miu?
-Tak, ale warunek jest taki wyślę ci adres i kwotę. Przyjedziesz we wskazane miejsce i zrobimy wymianę. Wszystko ma się odbyć bez policji i twoich przyjaciół. Inaczej Miu nie wróci cała i zdrowa.
Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale on się rozłączył. Ostatnie jego słowa odbijały się w mojej głowie. Rzuciłem telefon na kanapę i na niej usiadłem. Co mogłem zrobić? Załamałem się i zacząłem płakać. Wszyscy na mnie spojrzeli i nie wiedzieli co jest grane.
-Leo mów. Co jest?-zapytał zdenerwowany Gerard.
Otarłem łzy i niepewnie na niego spojrzałem.
Wszystko im opowiedziałem. Wszyscy byli załamani i nie potrafili wydusić nawet słowa. Siedzieliśmy tak w ciszy, kiedy ja dostałem sms-a. Przeczytałem na głos.
-4 miliony, opuszczona fabryka na obrzeżach miasta. Godzina 14 jutro. Bez policji i twoich przyjaciół.
Znów nastała cisza, nikt  nawet nie próbował jej przerwać. Nagle Gerard wstał i powiedział.
-Mam plan.
-Jaki?-zapytała Shaki.
-Pamiętacie jak ja, Leo, Dani, Xavi i Iniesta wplątaliśmy się w kłopoty z mafią? Musieliśmy im zapłacić grube pieniądze, żeby dali nam spokój. Wtedy pomógł nam Guardiola i Puyol.
-Tak, ale Pep już nie jest naszym trenerem, a Puyol wyjechał-powiedział zrezygnowany Dani.
-Słuchajcie my też damy sobie radę. Jesteśmy silni. Mam plan, ale do jego wykonania potrzebuję paru naszych przyjaciół. Wchodzicie w to?
-Tak-odpowiedział Ari, Shaki i Dani.
-A ty Leo?-zapytał mnie Geri.
-No dobrze.
*Parę godzin później, Leo*
Od dwóch godzin ja, Dani, Xavi, Iniesta i Bartra omawiamy pomysł Gerarda na uratowanie Miu. Muszę przyznać, że nie był on najgorszy. Skończyliśmy o godzinie 23, pożegnałem się z chłopakami i poszedłem spać. Nie przyszło mi to łatwo. Cały czas myślałem o mojej ukochanej. Oby plan Gerarda wypalił. W końcu zasnąłem.
*Miu*
Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Podejrzewam, że jestem w jakimś opuszczonym budynku. Głowa mnie strasznie bolała, ale kontaktowałam. Usłyszałam czyjeś kroki i już po chwili ujrzałam Nacho.
-O widzę, że księżniczka już wstała.
-Wypuść mnie.
-Wszystko w swoim czasie. Jutro o 14 będziesz wolna i już nigdy się nie spotkamy. O ile twój piłkarzyk nie pokrzyżuje mi planów.
-Czemu to robisz?
-Po pierwsze chcę zemsty, a po drugie uciekłem z więzienia. Szuka mnie policja w Barcelonie. Więc najprostszy sposób to uciec z miasta, a najlepiej z kraju. Twój narzeczony jest gotowy dać za ciebie niezłą sumkę. Za pomocą tych pieniędzy, ucieknę i będę prowadził spokojne życie.
-Nie ujdzie ci to na sucho.
-Jeszcze zobaczymy. Nie denerwuj się tak kochanie, bo dziecku to zaszkodzi.
-Nie mów tak do mnie.
-Oj dobrze skarbeńku.
Wyszedł, a ja byłam kompletnie załamana. Co mogłabym zrobić, usłyszałam rozmowę Nacho z jakimś mężczyzną. To chyba jego wspólnik. Przysłuchałam się do końca.
-Słuchaj Nacho co zrobimy jak już będziemy mieli kasę i oddasz lalunię temu Messiemu.
-A kto powiedział, że ja dotrzymam słowa.
-Co ty kombinujesz?
-Dowiesz się w swoim czasie.
Te słowa mnie zaczęły przerażać. Chciałam coś zrobić, ale byłam bezradna. Jedyne co mi pozostało to czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
*Następny dzień, Leo*
Obudziłem się, wziąłem prysznic i ubrałem się. Zjadłem coś na szybko i pojechałem do domu państwa Pique. Tam byli już wszyscy. Byliśmy zmotywowani i pewni swojego planu. Wybiła godzina 13:30, więc ruszyliśmy w stronę opuszczonej fabryki. Chłopaki zaparkowali trochę dalej i poszli od tyłu tak żeby nikt ich nie zauważył. Ja z pieniędzmi w torbie ruszyłem w kierunku budynku. 
-No proszę proszę, a więc mnie posłuchałeś-powiedział Nacho.
-Gdzie jest Miu?
-Najpierw pieniądze-wyjął broń i wycelował we mnie.
Byłem przyparty do muru. Musiałem dać mu pieniądze. Dałem mu torbę i czekałem na jego dalsze wskazówki. Nic nie mówił. Chciał odejść.
-Teraz Miu.
-Wiesz ty miałeś dotrzymywać warunków nie ja.
-Ale umowa była inna.
-Dobrze, więc chodź po swoją ukochaną, ale bez żadnych sztuczek.
Nie odpowiedziałem mu tylko ruszyłem za nim.
*Gerard*
Ja i chłopaki weszliśmy od tyłu. Mieliśmy mało czasu. Musieliśmy odnaleźć Miu. Leo już na pewno załatwił sprawę z Nacho. Nagle podbiegł do mnie Bartra.
-Geri spójrz.
Popatrzyłem tam gdzie kazał mi Marc i ujrzałem jakiegoś faceta z bronią w ręku. Bingo! On na pewno pilnuje Miu. Tylko jak go załatwić. Podeszła do nas reszta chłopaków.
-Xavi, ty i Iniesta pójdziecie tam zrobić trochę hałasu-wskazałem na korytarz po lewej stronie. Kiedy ten facet odejdzie na stosowną odległość od drzwi Dani uderzy go w głowę tą cegłą. Ja i Marc pójdziemy do Miu. Chłopaki musimy działać szybko i sprawnie. 
Ani się obejrzałem, a mój plan wypalił.
-Gerard-zawołała Miu na mój widok.
Usłyszeliśmy kroki. To na pewno Nacho i Leo. Bez chwili zastanowienia wziąłem Miu na ręce i uciekłem. Marc miał jeszcze jedno zadanie musiał jakoś załatwić Nacho. Nie wiedziałem do końca co on planuje. Iniesta, Xavi, Dani i ja z Miu na rękach wyszliśmy przed budynek. Teraz zadzwoniliśmy po policję i czekaliśmy na dalszy ciąg wydarzeń.
*Marc* 
Leo i ten cały Nacho weszli do pomieszczenia, gdzie była Miu. Bez chwili namysłu poszedłem za nim i zakradłem się. Uderzyłem w głowę Nacho, a ten runął na ziemię. Zdążył tylko nacisnąć spust. Na szczęście trafił w sufit. Usłyszeliśmy policję i po chwili Nacho i jego wspólnik byli już skuci.
-Teraz już na pewno nam nie ucieknie-powiedział policjant.
-To dobrze-odparł Leo.
Ruszyliśmy w kierunku wyjścia z budynku. Leo chciał być już jak najszybciej koło Miu.
*Miu*
Staliśmy tak przed budynkiem. Nagle usłyszałam strzał. Ja i chłopaki się przestraszyliśmy. Chcieliśmy tam jak najszybciej pobiec, ale zatrzymali nas policjanci którzy akurat przyjechali.
Czekaliśmy tak i nie wiedzieliśmy co się dzieje. Po chwili z budynku wyszedł Leo i Marc. Szybko podbiegłam do mojego ukochanego i się do niego wtuliłam. Potem wyszli policjanci ze skutymi dwoma mężczyznami. Jeden Nacho, a drugi to najwyraźniej jego wspólnik. Wsiedliśmy do samochodów i ruszyliśmy do domu. W końcu mogłam odetchnąć z ulgą i przestać myśleć o tym co złego może się wydarzyć. Weszłam do domu i znalazłam się w uściskach mojej siostry i Shaki. Oczywiście Milan też był szczęśliwy, kiedy mnie zobaczył. Przyjaciele przesiedzieli u nas do godziny 23:30. Kiedy już pojechali ja zasnęłam. Poczułam jak Leo bierze mnie na ręce. Położył mnie na łóżku i pocałował w czoło i brzuszek. To ostatnie co pamiętam z tego dnia, ponieważ kiedy poczułam bliskość Leo to wiedziałam, że jestem bezpieczna i poszłam spać.
Czy wam się spodoba nie wiem. Mi się nie podoba ten rozdział, ale moja wena nic innego nie potrafiła "wymyślić". Następny pojawi się może jutro. Będę się starała, aby tak było. Komentować ;)
Po prostu ubóstwiam tego gifa z Kunem. Jest cudowny <3